Dotychczas tylko mnie

Dotychczas mogłem liczyć tylko na pomoc, taką bardzo mocną pomoc, jednego posła - panią poseł Bernadetę Krynicką. Na potwierdzenie przytoczonych słów prezydenta Mariusza Chrzanowskiego, pozwalam sobie poniżej przedstawić w skondensowanej formie zestawienie inwestycji, na realizację których poseł Bernadeta Krynicka skutecznie ... Dotychczas poznane istotne prognostycznie czynniki genetyczne obejmują różne mutacje genu Rb. ... Dla mnie – osoby ... wiemy, jak cenny jest Twój czas – zajmiemy Ci tylko chwilę. Czy dasz nam szansę, abyśmy mogli dalej tworzyć źródło Twojej sprawdzonej, darmowej wiedzy, z której właśnie chcesz skorzystać? ... Dotychczas wpisywane hasło nie puściło mnie do aplikacji Nie musiałeś mi podsyłać instrukcji, bo tak robię od zawsze. @Wiktor , opcja Wyloguj u mnie nie dotyczy dwóch kont, jak u Ciebie, a tylko jedynego konta ze wszystkimi usługami. Ty Należysz Do Mnie Lyrics: Zepsułem kilka chwil / Nie możesz mnie zostawić / Jeśli coś zniszczyłem / Postaram się naprawić / Ty należysz do mnie / Ty należysz do mnie / Wiesz, że cię ... Szanowna Poradnio, spotkałem się z różnymi opiniami na temat określenia heteryk.Dla mnie – osoby heteroseksualnej – jest to słowo ewidentnie obraźliwe (tak samo jak dla osoby homoseksualnej obraźliwe jest słowo pedał).Nie wiedzieć czemu, autorzy niektórych słowników kwalifikują je jako potoczne, nie zauważając (bądź nie chcąc zauważyć) pejoratywnego wydźwięku ... Francuskie ministerstwo zdrowia podało w czwartek, że w ciągu ostatnich 24 godzin w kraju zdiagnozowano 6111 przypadków koronawirusa. Dotychczas tylko raz, 30 marca, dobowy wzrost liczby zakażeń był wyższy; wyniósł wówczas 7578. Na COVID-19 zmarły kolejne 32 osoby. Zdecydowanie był to jak dotychczas najważniejszy mecz, jaki przyszło mi grać. Ciężar gatunkowy był dość duży, ale wiedziałem, że wywalczymy ten awans. Przed rozpoczęciem spotkania powiedziałem „Panowie, możecie dziś na mnie liczyć jak nigdy wcześniej” i rzeczywiście chyba tak było. Szczególnie na Mirage’u. Dotychczas wpisywane hasło nie puściło mnie do aplikacji @Wiktor , i coś Ty narobił! Teraz będziesz moim pilotem, bo stosując się do 'poleceń' , musiałem 'stuknąć' w przypomnienie hasła i po czterech krokach, PIN-ie, zostały mi tylko mobilne No i co teraz? Restauracja Restauracja Romantyczna Kielce - *Przytulnie, ciepło i miło...*: *Przy ulicy Konarskiego 3, gdzie dotychczas znajdowała się restauracja 'Cichy Kącik' czekają na Ciebie 'Romantyczni'.* *Domowa tradycyjna kuchnia ale i z odrobiną magii, szaleństwa... intrygująca... dla każdego. * *Wino, piwo, drinki i obłędne desery. Obiady rodzinne, romantyczne kolacje, spotkania ... „Ktoś mnie śledzi” – ostatni SMS 15-latki z Krapkowic. ... o których słyszeliśmy dotychczas tylko w mediach. Warto przypomnieć podstawowe zasady: nie chodzić samemu po zmroku, a jeżeli już, to korzystać z dróg oświetlonych; mieć przy sobie komórkę, z której można zadzwonić, nie tylko wysłać sms-a; wybrać niezbyt ...

Dlaczego tak mało testów jest robionych? Obserwacje osoby która w tym momencie przechodzi COVID-19

2020.09.18 16:29 IrionXenix Dlaczego tak mało testów jest robionych? Obserwacje osoby która w tym momencie przechodzi COVID-19

No po prostu ja pierdole. Z góry uprzedzam że jestem po prostu wkurwiona całą tą sytuacją, więc ten cały post może być dość chaotyczny.
Mieszkam z mamą która kilka dni temu dostała pozytywny wynik. Żeby w ogóle dostać skierowanie na test musieliśmy się nabiegać i naprawdę się namęczyć żeby dostać jakiekolwiek skierowanie. Dziś w końcu zabrali ją do szpitalu żeby sprawdzić jaki jest jej stan. Diagnoza? Zapalenie obu płuc. Nie jest zbyt wesoło. Już wtedy byłam wkurwiona, że trzeba było się tak namęczyć żeby cokolwiek było. Zaznaczam że mama jest dyrekcją w dużym przedszkolu gdzie jest ognisko, dodatkowo jest osobą w grupie ryzyka i dość źle się czuła. Człowiek by myślał że taka osoba powinna dostać skierowanie na test bez problemu. Nie ma tak łatwo. Przychodnia nic nie chciała zrobić, no bo jak to tak, najbliższy termin to w ogóle jest na za 2 tygodnie, a bez kolejki tak nie można przecież. Pani poczeka i wtedy dostanie skierowanie na test. No więc, jakim cudem dostaliśmy to skierowanie? Musiała im powiedzieć że chyba zostawiają ją na śmierć, bo bez tego nie chcieli jej nic dać.
Ja dobrze wiem że się od niej zakaziłam. Miałam z nią ewidentnie bezpośredni kontakt no bo przecież mieszkamy razem. Od 2 dni nie mam ani węchu, ani smaku, kaszel, bóle mięśniowe, gardła i głowy. Dotychczas nic sobie z tego nie robiłam, a bo młoda jestem to przejdę lekko. No cóż, dzisiaj zaczęły mi się bóle klatki piersiowej. Czuję jakbym po prostu miała siniaki na żebrach. Do najprzyjemniejszych uczuć to nie należy. Kaszel też mi się pogłębia, ale oddychać mogę bez problemu i gorączki brak.
No i co teraz, dzwonimy do przychodni żeby teścik zrobić i dostać się do szpitala na obserwację, bo to może być coś poważnego jak u mojej rodzicielki? Niezły żart, jak ktoś nie ma gorączki to przychodnia nic Ci nawet nie chce dać. Sanepid? Oni mówią że nic zrobić nie mogą, bo teraz od tego są lekarze. NFZ? Mówi żeby dzwonić do sanepidu albo złożyć skargę na przychodnię. Pogotowie? Póki się nie duszę to oni też nic nie mogą. Miły pan mi tylko powiedział że on ten system widzi codziennie od środka i się za głowę łapie. Polecił mi zmianę lekarza i tyle. No to chyba zostało mi tylko czekać i mieć nadzieję że już się ten mój stan nie pogorszy. Jak ktoś chce to mogę wam jeszcze powiedzieć jak to sanepid/kuratorium nie chca zamykać szkół i udaje że niby wszystko jest w porządku i pandemi nie ma.
TL;DR: Jeśli nie spełniasz wszystkich 4 kategorii odnośnie symptomów(brak zapachu, gorączka, duszności, brak smaku) to nikt Ci w tym pięknym kraju z dykty nie pomoże i skierowana na teścik nie dostaniesz. Jedyna możliwość to powołać się na czyjeś sumienie z nadzieją że są choć troszkę ludzcy.
EDIT:
Miła pani lekarz która chwilowo odbierała telefony w przychodnik zlitowała się nad moją biedną osobą i wystawiła mi skierowanie do szpitala oraz na test. Powiedziała że musiała wpisać że mam problem z oddychaniem i gorączkę, bo inaczej by mieli pretensję. No fajnie, szkoda tylko że organ odpowiedzialny za wysyłanie karetek do takich pacjentów jak ja podobno działa dziś tylko do 18, a ja własnego samochodu nie posiadam. Ehhh, a mogłam sobię zrobić prawko to bym teraz tego problemu nie miała.
EDIT2: Około 21 zadzwonił pan z karetki ze jest na dole i już czeka na mnie. No to lecę na dół z nadzieją że teraz to już z górki będzie. No chciało by się. Najpierw słyszę od pani pielęgniarki na wejściu ze na takich jak ja( osoby zarażone z kontaktu) to miejsc szkoda bo zajmują, a ja jeszcze nie mam nawet chwilowo gorączki to po co ja tu w ogóle jestem. Już miałam jej coś powiedzieć, ale się powstrzymałam. Wypełniłam druk i wsadzili mnie do izolatki. Czekałam godzinę żeby w ogóle lekarz przyszedł i zapytał o to samo co pielęgniarka wczesnej. Po tym wywiadzie następna godzina czekania i w końcu zrobili mi wymaz. Wracam właśnie do domu i się zastanawiam nad czymś co wyczytałam z broszurki odnośnie postępowania w razie otrzymania pozytywnemu wyniku. Dokładnie jest to informacja ze szpital skontaktuje się ze mną w przeciągu 7 dni of otrzymania pozytywnego wyniku. Mamie która miała test robiony w poniedziałek napisali ze skontaktują się w przeciągu 72h. Wychodzi ze już się przepisy zdążyły zmienić w przeciągu 5 dni. Trzeba być dobrej wiary i mieć nadzieje ze mi się nie pogorszy już. No cóż, jutro powinnam dostać wynik testu No i wtedy się dopiero zacznie jazda z sanepidem. Eh, idę chyba spać bo już miałam dość wrażeń jak na jeden dzień.
submitted by IrionXenix to Polska [link] [comments]


2020.07.10 17:03 SoleWanderer Roman Bertowski - "Za błękitną kurtyną: Polski wywiad na tropie masonów" - subiektywny wybór cytatów [CW: prawactwo, długie w chaps]

W ramach uprzyjemniania życia przed ciszą wyborczą, znalazłem piękne dzieło autorstwa pana Romana Bertowskiego (podobno pseudonim Romana Giertycha), a dzieło to jest takie że "Operacja Chusta", "Epoka Antychrysta" czy ostatni słynny wysryw polskiej prawicy "Dalian będziesz ćwiartowany" mogłyby mu buty czyścić. Wydana w 1996 roku a więc ćwierć wieku temu i epicka i boska jest.
Polska w tej powieści jest rządzona przez Stronnictwo Narodowe, mocarną jest i dominuje ekonomicznie Rosję, lecz na Zachodzie rządzi złowroga Unia Europejska. Główny bohater, dzielny Stefan zostaje zwerbowany przez polski wywiad, by zobaczył, jak to jest w tej Unii masońskiej.
Od ponad sześciu lat trwa niewypowiedziana wojna między naszym krajem i naszymi sojusznikami, a krajami dawnego bloku Unii Europejskiej. Są za słabi, żeby nam coś zrobić, ale militarnie są jeszcze potęgą. Chcemy dowiedzieć się, kiedy Imperium Zła przestanie istnieć. Chcemy wiedzieć, kiedy rewolucja społeczna zmiecie ich rządy, pochłonięte kryzysem gospodarczo-demograficznym.
Te kraje znajdują się w takim stanie, jak Moskwa po upadku ZSRR w XX wieku. Bezprawie, bandytyzm, służby specjalne, mafie są na porządku dziennym. A poza tym będzie pan musiał mieć żelazną odporność psychiczną, aby znieść widok tego rozkładu. Ale pan jest silny. Powodzenia kapitanie.
W USA też nie jest za wesoło:
Z ciekawością przejrzał wspomnienia Clintona. Główna ich część dotyczyła tego, jak przygotowano ubezwłasnowolnienie Amerykanów. Partia republikańska i demokratyczna były rządzone przez tych samych ludzi. Pozorne spory tych partii były nagłaśniane przez telewizję. W chwili, gdy zarówno republikanie, jak i demokraci zgodzili się na zastąpienie głosowania demokratycznego, głosowaniem za pomocą wkładów bankowych, nikt nie zorientował się, że nadchodzi totalitaryzm. Obywatele pozornie mogli oddać swój głos na jakiś program zmieniając swój wkład gotówkowy. Banki reprezentujące programy polityczne obsadzały Izbę Reprezentantów proporcjonalnie do siły swojego kapitału. Ale tak naprawdę o wszystkim decydował kapitał Rockefellerów.
Pierwszy przystanek na Zachodzie, katedra Notre Dame:
Stefan przeszedł z bocznej nawy do środkowej, tam na środku kościoła stała szklana piramida. W środku piramidy leżał zdechły pies. Stanął zaszokowany. „Kto to wymyślił, i co to ma znaczyć”. Zaczął tracić nadzieję, że znajdzie tu Najświętszy Sakrament. Jakaś parka ściskała się na tylnych ławkach.
(...)
Gdy Stefan wyszedł zza piramidy oślepiły go rozbłyskające światła. Spojrzał na ołtarz, a zamiast niego zobaczył ring otoczony metalowymi prętami, a w środku po obu rogach dwóch mężczyzn. Tłum zaczął falować, Stefan nie mógł się uwolnić od rozwrzeszczanego tłumu, który coraz bardziej krzyczał. Rozległ się gong, kamery zostały włączone, a dwóch mężczyzn zaczęło krążyć wokół siebie. W rękach mieli coś na kształt grabi. Wtem jeden wyskoczył do przodu i zaczepił jednym zębem grabi o policzek przeciwnika. Polała się krew.
Walki gladiatorów w katedrze? To pikuś. Stefan jest ścigany przez tajną policję, bo był widziany jak modlił się w Notre Dame, poszukuje schronienia, i przygarnia go jakiś dziadek, ale niestety...
No to co, że ma sześćdziesiąt siedem lat? - spytał Stefan. — Hej panie! Ty chyba naprawdę nietutejszy? Gdzieś się taki uchował. Nie znasz zarządzeń, czy co? Urząd Pięknego Zejścia ustanowił maksymalny wiek na sześćdziesiąt pięć lat. — To nie ma starszych ludzi? - spytał zdumiony Stefan? — Trzeba mieć pozwolenie, ale jest wydawane tylko dla bardzo wartościowych jednostek. Ten śmieć miał szczęście, że Urząd nie wezwał go już po sześćdziesiątce. Jest zakałą naszego obywatelskiego społeczeństwa. — Czy mogę przyłączyć się do uroczystości? - spytał Stefan. — Nie ma sprawy - odpowiedział uśmiechając się urzędnik. - Niektórzy bardzo to lubią, a wejście jest zawsze otwarte. (...)
— Czy to zabija od razu? — Nie. To byłoby nieekonomiczne - odpowiedział urzędnik. On musi jeszcze przejść uświadamianie ideologiczne. — Na czym to polega? - zapytał tłumiąc gniew. — Nasze urzędniczki, pracują nad tym, aby go przekonać do znieważenia symboli zacofania i głupoty. To gwarantuje, że po śmierci, będzie miał zapewnione właściwe miejsce w jasnej Kosmogonii. Trucizna działa po godzinie, tak, że zdąży jeszcze na własnych nogach dojść do krematorium. Tam odczytamy mu pożegnalny list, standardowy oczywiście, od naszego burmistrza i poczeka na wózku, aż przyjdzie koniec. Potem wystarczy tylko włączyć wózek, aby wjechał do pieca i problem z głowy - oświadczył zadowolony urzędnik.
Stefanowi krew uderzyła do głowy. Wyjął pistolet i pełną serię pociągnął po ogłupiałych urzędnikach i „lekarzu”.
Tyle eutanazja, a co z aborcją? Stefan, niczym Jezus na drodze krzyżowej musi przejść przez wszystkie stacje liberalnego piekła:
— Czy pan naprawdę nie rozumie? - spytała kobieta - że w tym przeklętym kraju nie można mieć dzieci? Ze kobietom odbierają je zaraz po urodzeniu, aby wychowywać w zamkniętych żłobkach, a potem przedszkolach. Czy pan naprawdę nie wie, że aby uzyskać zgodę na urodzenie dziecka, trzeba dać olbrzymią łapówkę, albo mieć wielkie plecy? Czy nie słyszał pan o przymusowym zabijaniu nienarodzonych? — Jakim przymusowym zabijaniu? - zapytał. — Gdy któraś kobieta zajdzie w ciążę bez pozwolenia, to wykonywane jest przymusowe przerwanie ciąży z przeznaczeniem na kosmetyki i leki farmaceutyczne. Dlatego nie mamy dzieci. — Ale przecież rządzący muszą zdawać sobie z tego sprawę, że grozi to katastrofą demograficzną. — Już w tej chwili produkują setki dzieci z probówki - spokojnym głosem wyjaśniał mężczyzna. - Zamierzają je wychowywać w specjalnych ośrodkach i przeznaczać na urzędników i aparat władzy. Przygotowują się już do otwarcia masowej produkcji tych biednych stworzeń. Gdy osiągną one dojrzałość, to władza nie będzie musiała rekrutować urzędników spośród przeciętnych obywateli. — Poza tym dzieci z probówki dogadzają ich próżności, gdyż każdy z elity władzy ma po kilkuset potomków - dodała kobieta.
Oczywiście Stefan ratuje małżeństwo i wypełnia kolejną misję - znaleźć konspirających się, ukrywających się w bezbożnej Francji katolików. Misja wypełniona, komitet współpracujący z prymasem wyśle tam 30 księży, a dzielny bohater rusza do Holandii.
A tam w jednym barze wegetarianizm
— W zeszłym miesiącu Centralny Komitet Postępu Cywilizacyjnego Unii Wszechświatowej zakazał jedzenia i przyrządzania mięsa zwierzęcego, a szczególnie karane jest spożywanie wieprzowiny. - Padła zdawałoby się, że smutna odpowiedź.
geje, czyli to samo co zoofile
— Pytałem się, czy miałby pan ochotę pójść gdzieś ze mną - ton głosu młodziana był niewzruszenie beznamiętny. — Wie, pan ja raczej z innej orientacji. — A rozumiem, słyszałem, że kelner mówił, iż nie ma tu w kawiarni naszych młodszych braci. Pan lubi zwierzęta, prawda? — I owszem - Stefan dopiero po wypowiedzeniu - zorientował się, że jego lubienie zwierząt może być zupełnie opacznie zrozumiane.
białe niewolnictwo (Stefan zahacza tam o RPA, gdzie pupile prawicy, Boerzy, dzielnie bronią się przed lewackimi Murzynami)
Na targu niewolników. Każdy kto nie ma pieniędzy, może się sprzedać. Jest wtedy kupowany jak rzecz. Ale mnie sprzedano, wbrew mojej woli. Młodzieniec roztkliwił się nad sobą.
narkotyki
No, no, nic nie pamięta. Stałeś na środku Amsterdamu i wykrzykiwałeś przeciwko urzędom. Ponoć byłeś po prochach. Miałeś szczęście, że nie dali ci od razu w czapę. Ale ten obóz to na jedno wychodzi. — Teraz zrozumiał. To ta kawiarnia i jej słodki dym. Oni wcale nie palili tytoniu.
Ale dlaczego tak się dzieje (jest to jeden z najobrzydliwszych cytatów):
Tylko zwyrodniali zboczeńcy mogli wymyśleć taki system. W XX wieku rządy homoseksualistów z szefostwa NSDAP w III Rzeszy Niemieckiej doprowadziły do olbrzymich zbrodni. Stworzono obozy koncentracyjne, gdzie mordowano miliony ludzi, organizowano masowe egzekucje w Polsce, wybito większość polskiej kadry intelektualnej, wysiedlano całe dzielnice. Niemcy pod rządami narodowo-socjalistycznych pedałów chciały wymordować Polaków, Cyganów i Żydów, aby stworzyć przestrzeń życiową dla rasy aryjskiej. Homoseksualizm wyzwala w ludziach zbrodnicze instynkty, gdyż jest oparty na potwornym upokarzaniu jednego człowieka przez drugiego. Dlatego też systemy funkcjonujące w III Rzeszy i obecnie w Europie Zachodniej wykorzystywały zboczeńców, jako najbardziej nieludzkich urzędników i zarządców
Jak wiemy, Stefana złapał okrutny holenderski gejowski rząd i zagania go do niewolniczej pracy w obozie koncentracyjnym. Tych, którzy najgorzej pracują, sprzedaje się tam na organy, podobnie jak próbujących uciekać i ich rodziny. Przeszczepy, oczywiście tylko dla przywódców!
Stefan zdołał jednak uciec, i po brawurowej scenie walki dociera do Wielkiej Brytanii, i dowiaduje się jakie jest jego najważniejsze zadanie - zdobyć listę agentów plugawej masonerii działających na ojczyzny łonie. Wykorzystują jego podobieństwo do wnuka Churchilla, który kandyduje jako ofc Torys.
Stefan brał udział w być może ostatnich wyborach do Izby Gmin. Parlament angielski był bowiem ostatnim parlamentem na terenie Unii Wszechświatowej (...) Wybór delegatów odbywał się na corocznym zebraniu, w którym głosowały wszystkie banki funkcjonujące na terenie danego kraju. Ilość głosów była zależna od kapitału złożonego przez obywateli w danym banku. Taki sposób wyboru uzasadniano tym, że wybory i tak wygrywała partia posiadająca największe pieniądze. A brak wyborów to przecież kolosalna oszczędność. Ludzie natomiast mogą się wypowiadać w ten sposób, że przenoszą swoje konta z jednego banku do drugiego.
Stefan jako Peter Churchill spotyka się z premierem-ofc masonem.
Stefan zrozumiał teraz cel zaproszenia na tenis. — No, myślę - powiedział z rozwagą - że nie można przesadzać w tym trzymaniu się ustaw wymyślonych siedemset lat temu. A po za tym wszystkie te ustawy będą obowiązywać zwykłych ludzi, a nie członków parlamentu - zaśmiał się cynicznie. — Naprawdę, widzę przed panem przyszłość panie Churchill - powiedział premier. Niech pan pamięta, że wyjątki od tych ustaw będą bardzo szerokie. Na pewno obejmą wszystkich pana znajomych, oraz protegowanych. To będzie, jak pan dobrze rozumie, dodatkowe źródło zysku. — Nie rozumiem - powiedział. — No, wie pan. Wielu będzie chciało dobrze zapłacić za zgodę na małżeństwo lub dziecko.
Rozmowy masonów czyta się dokładnie jak protokoły Mędrców Syjonu, więc ich złowrogie plany też pominę.
Zapadła śmiertelna cisza. Nacjonalizm był we wszystkich krajach Nowego Ładu Światowego przestępstwem zaliczanym do zbrodni. We Francji, Holandii i w Stanach za nacjonalizm wieszano ludzi. Wypowiedź sir Mathew graniczyła z definicją nacjonalizmu, który określano jako wyróżnianie swego narodu.
Stefan ogląda "masakrację lewactwa" w parlamencie:
Nigdy nie zgodzimy się na wprowadzenie pakietu tych ustaw. Ich uchwalenie doprowadziłoby przecież do głębokiego spadku demograficznego. Wprowadzenie zasady eutanazji i to na dodatek przymusowej, wywoła mord w majestacie prawa - głos lidera grupy najbardziej prawicowych konserwatystów brzmiał ostro. — A dlaczego w takim razie nie sprzeciwiał się pan ustawie zezwalającej na aborcję, sir? Czy przypadkiem nie dlatego, że eutanazja może pana dotyczyć, a aborcja niestety, dla naszego społeczeństwa, już nie? Pytanie z ław zwolenników ustawy, podważyło pewność wypowiedzi przedmówcy. — Ale przecież aborcja nie była dotychczas obowiązkowa - ripostował. — Sugeruje pan, że dzieci zgadzały się na nią dobrowolnie?
Stefan okrada złowrogiego Amerykanina Rockefellera z danych na "dyskietce w kształcie długopisu" (hej, jest rok 1995, nikt nie słyszał o pendrive'ach), porywa swoją miłość (jak na narodowego Jamesa Bonda przystało, musi mieć miłość, ale oczywiście bez ślubu Stefan może modlić się tylko do Matki Boskiej) i ucieka do Polski. Niestety, wrogowie go gonią i musi awaryjnie lądować w Rosji. Ale widzicie, Rosja nie jest przecież taka zła!
Nad małymi domami widać było nowy, duży budynek, w którym drewniane krokwie dachu właśnie zbijano. Podeszli z ciekawością. W drzwiach stał ksiądz w sutannie. Stefan podszedł i zapytał po rosyjsku. — Czy ksiądz jest księdzem? To znaczy, chciałem zapytać, czy jest księdzem katolickim. Młody kapłan patrzył na niego bystro. — Jestem księdzem Kościoła Katolickiego. A o co chodzi? — Czy będzie może Msza święta? — Tak, za godzinę. A pan jest katolikiem? — Jestem Polakiem. Od kilku miesięcy nie mogłem być na Mszy świętej.
Albowiem Rosja jest nadzieją
— Rocznie chrzczę tutaj pięć procent obywateli oraz osiemdziesiąt procent nowo narodzonych dzieci. Za dziesięć lat ten kraj będzie bardziej katolicki, niż Polska. — Czym to jest spowodowane? - zapytał Stefan. — Krew męczenników zasiewem chrześcijaństwa. Ta ziemia jest chyba najbardziej udręczonym miejscem na naszej planecie. Przez trzy czwarte wieku zabito tutaj kilkadziesiąt milionów ludzi. Resztę pozbawiono podstawowych wolności. A tam gdzie rozlał się grzech - rozlała się, jak mówi świę- ty Paweł - tym obficiej łaska. To, co w chwili obecnej przeżywamy w Rosji, to niewyobrażalny zalew laski Boga.
— To znaczy, że na zachodzie, gdzie teraz rozlewa się grzech również rozleje się laska? — Zobaczy pan, że już następne pokolenie doczeka chwili, gdy prezydent Francji klęcząc w katedrze Chartes będzie blagał Boga o przebaczenie wszystkich zbrodni od czasów rewolucji francuskiej. Zobaczy pan, że Francja, Anglia i Hiszpania będą pod koniec tego wieku nieprawdopodobnym miejscem nawrócenia. Nawet jeżeli jednak obalimy siłą tamtejszy zbrodniczy system polityczny, to musimy liczyć się z sytuacją, że jeszcze przez długi czas ludzie będą pod wpływem tego okropnego zwyrodnienia. Pamięta pan jak długo nasz kraj dochodził do siebie po czterdziestu pięciu latach komunizmu. Jeszcze pięć lat po upadku komunizmu, naród potrafił wybrać na prezydenta postkomunistę.
Idee Romana Dmowskiego wiecznie żywe są, jak wiadomo prawaki zawsze z carem:
Nie mógł wejść we współpracę z Rosjanami, gdyż dane posiadane przez niego mogłyby zbytnio wzmocnić Rosję w stosunku do Polski. Układ pomiędzy dwoma krajami był wprawdzie partnerski, ale właśnie między innymi dlatego, Polska pomimo mniejszego potencjału mogła być równorzędnym partnerem dla Rosji, że była lepiej zorganizowana, miała lepszy wywiad i bardziej patriotyczne społeczeństwo.
Ba, takie cuda to już nie tylko w Rosji ale i w sercu masonerii!
Podobna sytuacja na świecie zachodziła w chwili obecnej w Izraelu, gdzie tysiące ludzi nawracało się, a w bazylice pod wezwaniem świętej Edyty Stein w Jerozolimie sto dorosłych osób dziennie przyjmowało Chrzest Święty. Ale w Izraelu władze prześladowały katolików i wielu z nich dołączało do męczeństwa świętej Edyty.
Jak zwykle generałowie Franco i Salazar uratują katolicyzm i nacjonalizm:
Jest nadzieja, że Portugalczycy i Hiszpanie już niedługo zrzucą jarzmo niewoli. Na północy Półwyspu Iberyjskiego wybuchło bowiem powstanie przeciwko ustrojowi narzuconemu przez Unię Wszechświatową. Powstanie pod przywództwem trzech generałów Michaela Ramireza, Gabriela de Purto i Rafaella Ravenga zataczało coraz szersze kręgi, przenosząc się na południe.
Stefan pokazuje dlaczego jest asem nad asy i idolem polskiej prawicy:
Stefan wzruszył ramionami. Najstarszy obwieś podszedł do niego i zapytał. — To twoja żona? Stefan nawet się nie odwrócił. Obwieś próbował położyć rękę na ramieniu Lucji, która stała skurczona ze strachu. Ste- fan wsadził rękę do kieszeni i napastnik upadł na ziemię. Pistolet promienny był niezawodny. I, co najważniejsze, nie zabijał. Obwiesie skupili się ze strachu na drugiej burcie stateczku. Do końca podróży był z nimi spokój.
"Czy żeby pisać political fiction muszę znać pisownię obcych nazw, czy też wystarczy mi tylko legitymacja Stronnictwa Narodowego?"
Obecnie z powodu zablokowania Cieśnin Duńskich i Giblartaru dla przepływu wojska i sprzętu wojennego do Ameryki Południowej, dla przewozu uzbrojenia korzystano najczęściej właśnie z Murmańska.
Stefan po wielu perypetiach trafia wreszcie do kraju, i odnosi olbrzymie zwycięstwo
Jeszcze tak wielkiego nagłówka w Gazecie Warszawskiej nie widział. ZDRAJCY WYKRYCI. Czarnymi literami wydrukowano: Dzisiaj w nocy dokonano w całej Polsce aresztowań około dziesięciu tysięcy ludzi. Wszyscy oni byli związani z różnymi organizacjami infiltrującymi Polskę i powiązanymi z obcymi strukturami, które chciały wywołać w Polsce rewolucję. Byli to między innymi członkowie masonerii, oiganizacji paramasońskich oraz przedstawiciele wywiadów. Jak dowiedzieliśmy się od rzecznika rządu część zatrzymanych próbowała właśnie uciekać z Polski. Dzięki błyskawicznej akcji zdołano ująć prawie wszystkich. Z podanych informacji wynika, że zbiegł jedynie Alojzy Michniak, dyrektor działu handlowego NBP, oraz Bogusław Jeremek będący pracownikiem MSW. Więcej szczegółów tej największej akcji w historii polskiego kontrwywiadu podamy w wydaniu popołudniowym.
Michniak i Jeremek (dżizas) jednak wydają się być drobnymi płotkami jeno, albowiem:
To, co się dzisiaj w nocy stało, to największe zdarzenie w historii naszych ostatnich trzech stuleci. Polska po raz pierwszy jest prawie całkowicie wolna od wpływów obcych agentur. Rozumiesz Stefanie! Jesteśmy zupełnie wolni. Macki, które od tylu lat oplątywaly naszą Ojczyznę zostały wycięte. Renegaci, którzy prowadzili naszą Ojczyznę przez tyle nieszczęść w historii, już są nieszkodliwi. — Spójrz na to - pułkownik znowu uderzył w gazetę - ci ludzie to potomkowie tych, którzy sprowadzili na nas rozbiory w XVIII wieku; tych którzy podburzali nas do krwawych, bezskutecznych powstań; tych, którzy sprzeciwiali się niepodległości Polski w roku 1918; tych którzy sprowadzili na nas komunizm; tych którzy ograbili i poddali nasz kraj pod obce wpływy pod koniec zeszłego stulecia. To, że Gazeta Warszawska, która przez trzysta lat walczyła z nimi może ich dzisiaj tutaj zdemaskować, to że ludzie ci znajdują się wszyscy w więzieniu, to jest największy przełom w naszej historii. Stefanie, czy ty to rozumiesz? Dzięki tobie oraz zabiegom naszego wywiadu w połączeniu z pomocą Opatrzności jesteśmy wolni!
Wszystko kończy się dobrze, Polska jest wolna od "agentów", "tych, którzy sprowadzili na nas komunizm" i można spokojnie udać się na mszę:
Przed wejściem do kościoła widniała figurka Matki Boskiej stojącej na kuli ziemskiej. Jej ręce były wyciągnięte w stronę tej połowy globu, gdzie wił się wąż, któremu piętą zgniatała głowę. Drugą połowę ziemi przed jego jadowitymi kłami, osłaniał Jej niebieski płaszcz.
Miłych snów kochani i idźcie kurwa na te wybory.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2020.02.09 13:41 Bifobe Kapitalizm na peryferiach [wywiad z DGP]

- Konkurencja jest naczelną zasadą kapitalizmu, ale my uczyniliśmy z niej bożka, ideę o statusie dogmatu - mówi w wywiadzie dla DGP Maciej Grodzicki dr ekonomii z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest autorem książki „Konwergencja w warunkach integracji gospodarczej. Grupa Wyszehradzka w globalnych łańcuchach wartości”.
Jakie były ostatnie lata dla polskiej gospodarki?
Makroekonomicznie to czas świetnej koniunktury: rekordowo wysoki poziom zatrudnienia i rekordowo niski bezrobocia, rosnące płace, spadek relacji zadłużenia publicznego do PKB i ograniczenie zadłużenia zagranicznego. Jako gospodarka nastawiona na eksport korzystaliśmy na dynamicznym popycie światowym, a do tego dołożyła się względnie mocna konsumpcja, wspierana transferami społecznymi.
Pojawiło się coś niepokojącego?
Narastały negatywne tendencje w sektorze przedsiębiorstw krajowych – skłonność do inwestycji w maszyny i urządzenia pozostawała umiarkowana, rosła rola kapitału zagranicznego w zatrudnieniu, produkcji i zyskach. Teraz, przy wzmożonej presji na podwyżki płac, także na skutek polityki rządu, część rodzimych firm może mieć problemy z konkurencyjnością. I z takim bagażem wchodzimy w fazę spowolnienia cyklu koniunkturalnego w Europie.
Jakiego rodzaju wyzwania przed nami?
Technologiczne, geopolityczne i te najbardziej odczuwalne, związane z katastrofą klimatyczną...
Poważny kaliber, poradzimy sobie z nimi?
Przyjrzyjmy się przez chwilę powstawaniu wartości w gospodarce. Nawet takie typowo rynkowe zagadnienie jak sukces eksportowy wynika ze splotu działań różnych procesów i organizacji – prywatnych i publicznych. Firmy eksportowe korzystają z pracowników wykształconych w publicznych szkołach i uczelniach, z usług publicznych, państwowej infrastruktury, lecz także z różnorodnych sieci wymiany informacji. Polska gospodarka dostarcza tych wszystkich publicznych zasobów.
Czyli nie jesteśmy na przegranej pozycji.
Wyzwania, o których mowa, mają charakter systemowy. Żeby im stawić czoła – jako społeczeństwo – potrzeba mechanizmów tworzenia i zarządzania zasobami publicznymi. Nie możemy oczekiwać, że rynek poprawi retencję wody, zapewni opiekę zdrowotną dla wszystkich, ustabilizuje zatrudnienie w trakcie gwałtownej zmiany technologicznej. Tu potrzebna jest współpraca agencji rządowych z samorządami, przedsiębiorstwami, uczelniami, związkami zawodowymi i innymi organizacjami. Tymczasem nasza peryferyjna gospodarka – i nasze społeczeństwo są nastawione na konkurencję.
Zatrzymajmy się przez moment przy naszej peryferyjności.
Pojęcie to rozumie się w ekonomii zazwyczaj jako stan zależności od zagranicy w kategoriach gospodarczych, finansowych i technologicznych, wynikający ze słabości rodzimego kapitału. Ale ważne jest polityczne znaczenie peryferyjności, dotyczące możliwości organizowania się i wpływania na rzeczywistość. Chodzi tu o różnorodne instytucje, grupy biznesowe czy pracownicze, a także ruchy społeczne – to one, organizując ludzi w działaniu, wchodząc w konflikty lub koalicje, mogą popychać różne sprawy do przodu. Dopiero wtedy dostrzegamy, że peryferyjność jest dynamicznym procesem, przechodzącym przez różne fazy – w tym boomy i kryzysy.
Jak tego typu uwarunkowania wpływają na rozwój naszej gospodarki?
Słabość naszych organizacji i klas społecznych lub ich bliskie powiązania z interesami światowego centrum są poważną barierą dla przeprowadzania projektów rozwojowych. Możemy sobie nakreślić na papierze piękne plany zakładające dążenie do gospodarczej suwerenności, ale ich realizacja zależy w dużej mierze od tego, czy zagraniczny kapitał, np. obserwując zmiany w prawie podatkowy, będzie usatysfakcjonowany z głównych kierunków regulacji i inwestycji. Podobnie, gdy popatrzymy na polskie prawo, to wyraźnie widać, jak ważne jest zabezpieczenie interesów międzynarodowych korporacji - stąd m.in. ciągła słabość Państwowej Inspekcji Pracy.
Polscy przedsiębiorcy i pracownicy nie są przeciwwagą?
Rodzimy kapitał jest rozdrobniony i słabo zorganizowany, w wielu przypadkach korzysta na probiznesowej legislacji wprowadzanej z myślą o zagranicznych korporacjach. Słabe są też krajowe sieci czy organizacje biznesowe, które mogłyby realizować większe i bardziej złożone projekty. Choć w ostatnich latach obserwuję coraz więcej takich inicjatyw, to nadal głównie rywalizują między sobą. Problem pojawia się, gdy jakaś firma chce faktycznie konkurować ze światowymi gigantami – i okazuje się, że bez wsparcia rządowego jest to praktycznie niemożliwe.
Jak w tym wszystkim odnajdują się nasi przedsiębiorcy?
Są sfrustrowani: ze strony rządzących słyszą o wstawaniu z kolan, a czują się dyskryminowani. Mają poczucie, że dla nich mnoży się podatki i przepisy, a ich zagraniczni konkurenci mogą liczyć na ułatwienia. Trzeba też pamiętać, że część polskich firm wyrosła w modelu organizacyjnym, który stał się archaiczny, i aby mogła konkurować z zagranicą, musiałaby zmienić sposób funkcjonowania. Przez to również ich polityczny i społeczny potencjał jako organizacji, które dają wysokie dochody i atrakcyjną pracę, jest ograniczony.
A z co pracownikami?
Ich siła polityczna jest niewspółmiernie mała w porównaniu do znaczenia ekonomicznego – są przecież de facto naszym najważniejszym zasobem eksportowym. Mamy bardzo niski poziom uzwiązkowienia i przetargów zbiorowych dotyczących płac i warunków zatrudnienia. Mogę jednak zauważyć, że ostatnie lata to nie tylko pojawienie się cyklicznej presji płacowej w wielu sektorach gospodarki, lecz także powrót zorganizowanych działań pracowniczych – strajków czy sporów zbiorowych. Związki zawodowe w wielu branżach tak naprawdę dopiero uczą się rzemiosła. W tych warunkach głównym kanałem realizacji interesów pracowniczych, i swoistym wentylem dla niezadowolenia społecznego, jest polityka partyjna. Ta jednak jest ze swojej natury raczej sojusznikiem dużego kapitału i nie zastąpi w gospodarce niezależnych związków zawodowych.
Politycy obozu rządzącego powtarzają, jak wiele udało im się osiągnąć w myśleniu o gospodarce i codziennej politycznej praktyce. Czy to tylko czcze przechwałki, czy jest w nich jakieś ziarno prawdy?
Obserwując to, co się dzieje w ostatnich latach, trudno nie zauważyć, że część silnie zakorzenionych wyobrażeń na temat gospodarki udało się partii rządzącej przełamać. Wprowadzono transfery społeczne, podniesiono płacę minimalną i niektóre podatki. Daleki jednak jestem od tych, którzy traktują PiS jako nową jakość, czy to w zakresie polityki rynku pracy, czy w polityce innowacyjności i przemysłowej.
A co widać, gdy popatrzymy na flagowy projekt rządzących, czyli Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju?
To, co miało być sednem innowacyjności i otworzyć przed nami długookresową perspektywę rozwoju, okazało się atrakcyjne przede wszystkim retorycznie. Z chęcią poznałbym ocenę planu Mateusza Morawieckiego na koniec pierwszej kadencji rządu PiS, gdyż nie widać realizacji zapowiadanych projektów – z wyjątkiem rozszerzenia przez Polski Fundusz Rozwoju oferty finansowej dla przedsiębiorstw. Potwierdzają się moje wątpliwości, że SOR będzie kontynuacją neoliberalnej linii politycznej. Paradoksalnie można zauważyć, że polityką rządu, która w największym stopniu wpłynęła na sektor przedsiębiorstw, był program 500+, który przynajmniej w niektórych branżach i regionach kraju obniżył dostępność tanich pracowników.
Aktualny model rozwoju naszej gospodarki to w takim razie nadal niskie koszty pracy plus ulgi podatkowe dla międzynarodowych korporacji. Przez wiele lat wśród elit obowiązywał pewien konsensus wokół tego tematu, tymczasem w ostatnich miesiącach możemy śledzić ostry spór między lewicą a rządzącą prawicą o to, czy i w jakim stopniu powinniśmy opodatkować międzynarodowe korporacje.
Ten spór pokazuje nam jedynie wycinek bardzo złożonej kwestii dotyczącej wpływu kapitału międzynarodowego na społeczeństwa. Refleksję na ten temat powinniśmy zacząć od lat 90., kiedy to decyzje kolejnych rządów, zamierzone bądź przypadkowe, stworzyły z Polski kraj konkurencji – by użyć terminu czeskiego ekonomisty Jana Drahokoupila. Konkurencja jest naczelną zasadą kapitalizmu, ale my uczyniliśmy z niej bożka, ideę o statusie dogmatu. W tej nigdy publicznie nieprzedyskutowanej strategii rozwojowej funkcjonowanie gospodarki, jeśli nie całego społeczeństwa, podporządkowano wymogom konkurencji o zagraniczny kapitał i rynki zbytu. Ten model rozwoju przy dozie szczęścia przynosi szybką dynamikę PKB, czym emocjonowano się w ostatnich latach. Ale rodzi też problemy, które podkopują stabilność społeczną i gospodarczą.
Czyli?
Pierwsza rzecz to niestabilne fundamenty gospodarki – rozumiane jako przedsiębiorstwa z ich organizacją produkcji, wiedzą i znacznymi kapitałami własnymi. My zostaliśmy rzuceni na bardzo głęboką wodę międzynarodowej konkurencji bez żadnego przygotowania. Nawet gorzej, zostaliśmy rzuceni z połamanymi nogami. W rezultacie, by nie pójść na dno, musimy machać rękami coraz szybciej, ale i to nie daje nam gwarancji utrzymania się na powierzchni wody. W latach 90., gdy uwolniono w Polsce handel zagraniczny i przepływy kapitałowe, krajowa baza przedsiębiorstw raz po raz dostawała po głowie – wiele z nich wraz z otwarciem się na import, jednak kluczową kwestią była prywatyzacja. Jeśli dziś mówimy, że niskie kapitały własne naszych firm są barierą dla finansowania dalszego rozwoju, to jest to głównie zasługą tego, że gigantyczny kapitał, który wymagał modernizacji, został – mówiąc wprost – zaorany albo wyprzedany.
Czyli można obiektywnie spoglądać na rzeczywistość przez pryzmat prywatyzacji?
Dla mnie współcześnie jest to proces o tyle ważny, że stworzył podwaliny pod kraj tanich zasobów – pracy i natury. Terapia szokowa, ale również późniejsze procesy prywatyzacji, liberalizacji handlu i restrykcyjnej polityki gospodarczej doprowadziły do wysokiego bezrobocia, stłumiły na długo związki zawodowe i rozbiły systemy zabezpieczenia społecznego. To dzięki temu nasze płace stanowią nominalnie 36 proc. poziomu w Niemczech i nadal jesteśmy atrakcyjni dla zagranicznego kapitału.
Zwrócił pan uwagę na to, że w Polsce tania jest także natura.
Przetwarzamy na potęgę lasy, glebę czy zwierzęta hodowlane. Produkujemy tony cementu, drewna czy wieprzowiny. Dla mnie jednak jest to kolejne odbicie podporządkowania całej organizacji społecznej wymogom międzynarodowej rywalizacji. Konkurencja, np. rynkowa – między przedsiębiorstwami, ma swoje zalety, bo mobilizuje do wysiłku i kreatywności. Przykładając jednak zasadę konkurencji do bardziej złożonych problemów środowiskowych, społecznych czy technologicznych, jedynie trwonimy masę energii i zasobów.
Możliwy był inny scenariusz?
Jeśli spojrzymy na Czechy, to zobaczymy, jak tam dbano o to, żeby dana firma nie upadła, a majątek i miejsca pracy nie przepadły. Czesi byli świadomi tego, że to bardzo ciężko odtworzyć. Nawet jeśli obecnie również są daleko od Niemiec, uniknęli dramatu społecznego związanego z wysokim bezrobociem, ubóstwem i masową emigracją. Jestem świadom wielu ułomności porównania Polski do Czech, ale chciałbym podkreślić, że globalizacja też nie jest aż tak bezwzględna, jak się czasem może wydawać – dużo zależy od tego, jak do niej podejść.
Odnowić gospodarcze oblicze tej ziemi miały inwestycje zagraniczne.
Pytania – w jaki sposób i dla kogo? Ekonomista rozwoju Hans Singer już przed 70 laty zwracał uwagę, że w tym przypadku w pierwszej kolejności korzyści przypadają krajom macierzystym inwestorów. Gdy pojawia się informacja, że jakaś korporacja inwestuje w Polsce 100 mln dol., to ze strony dużej części analityków możemy usłyszeć zachwyty, tak jakby zupełnie nieważne było to, że aż 80 mln dol. zostanie wydanych w rodzimym kraju korporacji – na maszyny czy komponenty. Jak się wgryźć w szczegóły, widać, co się kryje za takimi działaniami: inwestor nabył ziemię na preferencyjnych warunkach, państwo zwolniło go z płacenia podatków i jeszcze większość menedżerów pochodzi z macierzystego kraju. Jedyne, czego odpłatnie dostarcza Polska, to praca – względnie tania i nieuzwiązkowiona. Kiedyś z tego typu praktykami kojarzono kolonializm.
Dla Polaków z dużych miast to, o czym rozmawiamy, może brzmieć absurdalnie.
Nie dziwię im się, dla nich praca w korporacji bywa nudna, czasem bezcelowa, ale mimo wszystko trochę prestiżowa i pozwalająca relatywnie dobrze żyć. Dla pokoleń Polaków korpo świadczące usługi biznesowe lub finansowe to domyślne miejsce pracy, oferujące nieraz spory awans materialny. Tę wielkomiejską bajkę wypadałoby jednak nieco zniuansować.
Proszę to zrobić.
Po pierwsze, popatrzmy na liczne magazyny i zakłady produkcyjne korporacji – tam warunki pracy i wynagradzania są gorsze niż na stanowiskach w centralach. Po drugie, nawet w miastach praca w korpo kojarzona jest z przepracowaniem, niską podmiotowością pracowników czy ograniczonymi możliwościami awansu. Wreszcie, po trzecie, napływ korporacji do takich miast jak Warszawa czy Kraków to także potężny drenaż mózgów – jakby nie było duża część naszych najbardziej uzdolnionych absolwentek i absolwentów sprzedaje swój talent i wysokie kompetencje zagranicznemu biznesowi. Mało która polska firma, nie mówiąc o startupie czy instytucji publicznej, może zaoferować im na początek konkurencyjne warunki pracy.
Jakie jeszcze są ograniczeniacmodelu kraju konkurencji?
Dotknęliśmy już trochę drugiej kluczowej kwestii – podziału korzyści płynących z eksportu. Kiedy słyszymy, że „polska gospodarka staje się tygrysem Europy”, to czyją życiową sytuację ten tygrys faktycznie poprawia i czyje potrzeby zaspokaja? Czy my w ogóle tego tygrysa potrzebujemy? Mało kto stawia takie pytania… A przecież to, co, jak i dla kogo produkujemy, wiąże się z podziałem dochodów i warunkami życia ludności. Konkurując o zagraniczne rynki zbytu, nie mamy wielu atutów, które pozwoliłyby nam dyktować warunki – takich jak złożone innowacyjne organizacje. W praktyce w wielu sektorach rywalizujemy ceną. Choć bezpośrednio w eksport zaangażowanych jest kilkanaście tysięcy firm zatrudniających kilka milionów ludzi, w pewnym momencie gospodarka i społeczeństwo zaczynają podlegać wymogom konkurencji międzynarodowej i regule najniższej ceny, niczym w uporczywej reklamie radiowej.
Co to dla nas oznacza?
Że wrażliwe stają się takie kwestie, jak wzrost wynagrodzeń dla nauczycieli, podniesienie podatków i składek ubezpieczeniowych, zastanawiamy się, czy zwiększyć inwestycje publiczne, czy odłożyć to w czasie na wyobrażone kiedyś, gdy będzie nas na to już stać. Wszystkie te decyzje zaczynają być ważne dla logiki kraju konkurencji, nawet jeśli instytucje międzynarodowe i zagraniczni inwestorzy się nimi nie przejmują. Nietrudno połączyć to z nierównościami społecznymi – i z ich rekordowym wzrostem w Polsce, według badań World Inequality Lab. Logika ciągłego oszczędzania na ważnych celach społecznych lub na wynagrodzeniach pracowników odbija się w pierwszej kolejności na najsłabszych. Tym silniejszym grupom zawodowym czy biznesowym pozwala to z kolei akumulować większą część dochodów z eksportu.
Wyobraźmy sobie, że obowiązujący model trzyma się mocno przez kolejne lata, co wtedy?
Patrząc wyłącznie tu i teraz, nie jest źle. Jesteśmy ważnym partnerem Niemiec, a ich przemysł również jest pewnym stopniu zależny od naszych zakładów. Ale mając na uwadze asymetrię siły między oboma krajami, przewagę technologiczną i finansową Niemiec, widzimy, że to są mrzonki. To jest jak z dwoma kumplami, którzy się lubią, choć to szorstka przyjaźń, a po robocie idą razem na piwo, ale tak długo jak jeden będzie zatrudniał drugiego, nie będzie między nimi równowagi. Makroekonomicznie to my jesteśmy w tej relacji dłużnikiem i pracownikiem, Niemcy – wierzycielem i zatrudniającym. Kluczowe dla przyszłości naszej pozycji i tej relacji będzie najbliższe kilka lat.
Dzisiaj jeszcze tego nie wiemy?
Jeden z klasycznych ekonomistów, Richard Baldwin, pisze o połączeniu globalizacji z robotyzacją, co nazywa globotyzacją. Taki kierunek rozwoju zawiera w sobie możliwość zupełnie nowej rekonfiguracji globalnych łańcuchów wartości, oto nagle część procesów najbardziej pracochłonnych, które były w pierwszej kolejności eksportowane, wróci do krajów, z których pochodzą firmy, ponieważ okaże się, że roboty bądź algorytmy zrobią to szybciej, sprawniej, i to również w obszarze prostych usług biznesowych.
Co nam wtedy zostanie?
Jest też druga strona globotyzacji, szereg czynności, które będą wykonywane przez człowieka, ale z dużym udziałem rozwiniętych technologii. Według tej wizji chirurdzy z Polski będą mogli zdalnie przez komputer operować w USA, a nauczyciele prowadzić lekcje dla Chińczyków. W tym momencie jednak znów wracamy do punktu wyjścia – aby móc przeprowadzać takie zabiegi, to nawet jeśli jesteśmy w Polsce i mamy przewagę niskich kosztów, musimy mieć ten kapitał i firmy, które podejmą się tego typu przedsięwzięć.
To jednak chyba zbyt odległa wizja przyszłości.
Zarówno lektura raportów międzynarodowych firm konsultingowych, jak i rozmowy z pracownikami polskich oddziałów korporacji wskazują, że wiele firm światowych przygotowuje się do tego intensywnie, np. testując oprogramowanie zastępujące procesy obsługi księgowej. To jeszcze nie jest wdrażane na szeroką skalę, ale to kwestia czasu, aż kolejne stanowiska pracy zostaną zastąpione przez nowe technologie. Co w takim momencie przechodzenia z jednej epoki do drugiej może zrobić taki kraj jak Polska? Kończy się etap globalizacji o znanym nam modelu. Zaczynamy funkcjonować w nowym techno-ekonomicznym paradygmacie, który tworzy nowych liderów i nowe monopolistyczne firmy, ale i nowe nisze rynkowe. Dla państw takich jak Polska jest to zatem spore zagrożenie, ale i szansa – jeśli chcieć spojrzeć na nowy układ sił bardziej podmiotowo. Odpowiedzialny rząd powinien również zacząć szacować skalę ryzyka technologicznego – jakby nie było setki tysięcy pracowników związało swoją przyszłość, także kredytową, z możliwością dobrze płatnej pracy w oddziale zagranicznej korporacji.
Będziemy potrafili wykorzystać te szanse?
One wymagają sporych nakładów kapitałowych i technologii – i jeśli widzimy, że już nagromadziły się pewne sprzeczności, które ograniczają rozwój, to nadszedł dobry moment na to, by je określić i rozwiązać. Moim zdaniem sednem będzie właśnie porzucenie logiki konkurencji w różnych obszarach polityki gospodarczej. Na przykład sposoby zarządzania wspólnymi zasobami będą tu nieocenione – bo dane cyfrowe, algorytmy czy technologie energetyczne to właśnie kluczowe wspólne zasoby. Budowa sieci przedsiębiorstw innowacyjnych w wybranych gałęziach gospodarki, korzystających z lokalnych łańcuchów dostaw to rzeczy, które pozwalają myśleć o nowym gospodarczym otwarciu. Ale potencjał do organizacji działań na zasadzie sieci, także aranżowanej przez państwo, istnieje również w tradycyjnych branżach, np. w rolnictwie i handlu.
Co w wielu rozwiniętych krajach ma miejsce; czy to znaczy, że państwo ma ważną rolę do odegrania w tym procesie?
Państwo jest podmiotem, który dysponuje ogromnym potencjałem i możemy go wykorzystać na wielu poziomach, od koordynowania zmian technologicznych począwszy, a skończywszy na polityce energetycznej wykraczającej poza doraźny horyzont czasowy. Państwo polskie jeśli chce, to jest w stanie zarządzać dużymi projektami, potrafi wywrzeć wpływ i wymusić takie kwestie jak reguły podatkowe czy zorganizować systemy świadczeń społecznych. Działań o takiej skali nie są w stanie koordynować organizacyjnie i finansowo prywatne firmy. Jeśli jednak myślimy o tym na poważnie, to nie uciekniemy też od tego, żeby polityka fiskalna państwa pełniła także funkcję rozwojową.
Obecnie jako społeczeństwo zaczynamy się oswajać z perspektywą podatków, z których finansujemy usługi społeczne.
Zgadza się, ale oprócz funkcji społecznej i redystrybucyjnej polityka fiskalna powinna finansować kluczową infrastrukturę, np. w obszarze energetycznym czy nowych technologii. Takie postulaty wymagają jednak przeproszenia się z ideą wyższych podatków i przyjęcia, że budżet państwa jest narzędziem realizacji ważnych celów społecznych, a nie jedynie kosztem i obciążeniem. W polityce na poziomie UE warto wprowadzać i popierać postulaty, które pozwolą inaczej niż dotychczas spojrzeć na globalne łańcuchy wartości. Skoro np. w produkcji samochodów uczestniczą pracownicy i firmy z 20 państw, to czemu zyski płyną tylko do jednego z nich, a ta sama praca jest różnorodnie wynagradzana? Tu również logikę konkurencji warto, na początek w warstwie idei, zastępować wspólnotowością.
To już brzmi rewolucyjnie.
Oczywiście to jest trudne, bo by oznaczało kurs w poprzek całej dotychczasowej logiki UE jako strefy wolnego handlu. W praktyce ten wolny handel oznacza dla maluczkich wzajemną konkurencję o resztki z pańskiego stołu, zaś najwięksi potrafią dobrze lobbować o swoje interesy na poziomie Komisji Europejskiej. To wymagałoby zapewne koalicji z sąsiadami z regionu, w tym sensie Wyszehrad mógłby być drogą, dzięki której ugramy razem z państwami z naszego regionu o wiele więcej, niż gdybyśmy ze sobą konkurowali.
To w znacznym stopniu problematyzuje opowieść o kapitalizmie, którą ekonomiści i wspierający ich politycy popularyzowali w Polsce przez ostatnie trzy dekady.
Kapitalizm cechuje się tym, że szuka najtańszych i najprostszych sposobów uzyskiwania zysków. Jeśli nie ma oporu ze strony pracowników, organizacji, wspólnoty, to model najtańszych zysków staje się normą i może trwać latami. Innowacyjność, nowe technologie organizacji pracy czy duże projekty infrastrukturalne są kosztowne, złożone i zawsze będę związane z ryzykiem. Gdy popatrzymy na Niemcy, które tak często są w Polsce przywoływane jako wzór rozwoju gospodarczego, to tam polityka publiczna działa w ramach sieci, a konkurencja jest tylko jednym ze sposobów organizowania społeczeństwa.
Autor: Kacper Leśniewicz Wersja online (paywall)
submitted by Bifobe to Polska [link] [comments]


2019.11.03 20:08 ostresranie Nie znoszę telefonów

Ostatnio unicestwiłem swój telefon i z tego też powodu zmuszony byłem kupić nowy. Stary i tak miał już swoje problemy - m.in. rozbitą szybkę (nigdy nie byłem fanem dokupowania do telefonu dodatkowych akcesoriów, a już zwłaszcza tych, które mają zapobiegać jego rozpadnięciu się po upadku z metrowej wysokości - czyż ukończony produkt sam w sobie nie powinien mieć funkcji nierozpadania się od byle czego?). Dokonałem zakupu, dopłaciłem tym razem nawet za jakąś tam folię ochronną czy inne cholera wie co. Oczywiście, po drodze do domu zdążyłem już go zgubić w sklepie osiedlowym. Gdy wróciłem się po pięciu minutach, kasjerki poinformowały mnie, że już ktoś próbował go sobie przywłaszczyć (Co jest z tymi ludźmi, że kradną? Nie rozumiem!).
Gdy, już w domu, zabrałem się do standardowych czynności towarzyszących pierwszemu uruchomieniu telefonu (takich jak nadanie mu imienia czy pokropienie wodą święconą), prędko zdałem sobie sprawę, że nie pasuje moja stara karta SIM. M I C R O SIM. Po głowie chodziło mi pytanie: cóż na tym świecie może być mniejszego od „mikro”? I zbyt długo się nie nachodziło, bowiem okazało się, że dziś wśród nowych telefonów najpopularniejszym standardem jest N A N O SIM. Czy to tak już będzie, że karty SIM z roku na rok będą zmniejszać się mniej więcej o połowę? Jeżeli za pięćdziesiąt lat będą jeszcze istnieć urządzenia podobne dzisiejszym telefonom, to te karty będą miały rozmiar ziarna piachu i trzeba je będzie nabierać na język i w te cholerne otwory wlizywać. Zresztą - w porządku, i tak miałem jeszcze dzisiaj przejść przez galerię…
Zdobyłem kartę nano SIM. Teraz już nic mnie nie powstrzyma. No, może oprócz projektu samego urządzenia, które, w przeciwieństwie do wszystkiego, z czym zetknąłem się dotychczas, posiada szufladkę na karty, wysuwaną tylko i wyłącznie za pomocą kluczyka, dołączonego - całe szczęście! - do pudełka. Sam kluczyk przypomina spinacz i niewykluczone, że można by go nim zastąpić… nie wiem, jeszcze nie próbowałem. W każdym razie - instaluję nano SIM w szufladce, wsuwam, i… Nie działa! Może coś nie kontaktuje? Wysuwam szufladkę z powrotem, a tam - karty brak! Utknęła wewnątrz urządzenia! Googluję problem. O, widocznie to częsty przypadek… O, widocznie nie dla pracowników zasranej Motoroli, którzy potrafią tylko wytrzeszczać gały we wpisach na forum i odsyłać do serwisu.
Tydzień w serwisie. Dwadzieścia złotych. To niedużo, by dowiedzieć się, że w środku żadnej karty SIM nigdy nie było. Odnalazłem ją po drugiej stronie mojego biurka. W jaki sposób znalazła się tam, gdzie była? - odpowiedź na to pytanie leży już poza możliwościami mojego umysłu. Za drugim podejściem karta posłusznie wsunęła się wraz z szufladką i telefon działa już bez zarzutu.
Podsumowując, jestem skończonym kretynem. Ale również odnoszę wrażenie, że producenci telefonów na każdym etapie użytkowania usiłują pokazać posiadaczom swoich produktów jak największy środkowy palec. A to zrezygnują z wejścia na słuchawki, a to musisz okleić sprzęt wszelkimi rodzajami szkiełek, folii i pokrowców, żeby się nie rozwalił, a to nowa aktualizacja, po której na swoim starym urządzeniu możesz co najwyżej sprawdzić godzinę… i jeszcze w bonusie dostajesz dziesięć preinstalowanych aplikacji, których, choćbyś puścił pawia do skrzynki na listy, i tak nie odinstalujesz. Bo któżby nie chciał Excela na swoim telefonie z Androidem? Cokolwiek związanego z telefonami chciałbyś zrobić, jedno jest pewne: Chuj ci w dupę. Zawsze i wszędzie.
submitted by ostresranie to Polska [link] [comments]


2019.10.26 14:46 Bifobe PiS cywilizuje polski kapitalizm. O rewolucji wśród polskich elit ekonomicznych [wywiad z DGP]

- Prezesi polskich oddziałów zagranicznych korporacji zrozumieli, jakie znaczenie w gospodarce ma kapitał narodowy. I że jako menedżerowie są pozbawieni pełnej autonomii, a więc także wpływu na strategiczne decyzje przedsiębiorstw - mówi Marek Naczyk, profesor porównawczej polityki społecznej na Uniwersytecie Oksfordzkim.
Można odnieść wrażenie, że w ostatnich latach aktywna rola państwa w gospodarce zyskała w Polsce aprobatę części elit politycznych i ekonomicznych. Skąd ta zmiana?
Wiele osób powtarza, że symbolem zmiany paradygmatu polityki gospodarczej było dojście PiS do władzy i trzeba uczciwie powiedzieć, że politycy tej partii w dużym stopniu się do niej przyczynili. Jednak proces ten rozpoczął się jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej. To wtedy z otoczenia byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego zaczęły wychodzić propozycje dotyczące powstania narodowych czempionów gospodarczych. Po odejściu z Banku Pekao S.A. Bielecki został przewodniczącym Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku w 2010 r. Pierwszym przejawem zmiany paradygmatu była próba przejęcia BZ WBK przez konsorcjum firm kontrolowanych przez Skarb Państwa.
Ten pomysł jednak nie wypalił.
To prawda, ale Bielecki i różni menedżerowie – w tym obecny premier Mateusz Morawiecki, a wówczas prezes BZ WBK – za kulisami byli bardzo zaangażowani w ten projekt. Bielecki poleciał nawet do Dublina, żeby zacząć negocjować z irlandzkimi właścicielami banku, ale napotkał na duży opór ze strony neoliberalnych ekonomistów, szczególnie Leszka Balcerowicza, który oskarżał doradcę premiera o próbę nacjonalizacji polskiego banku. Wokół sprawy zrobił się duży szum i ostatecznie nic nie wyszło z wcześniejszych zapowiedzi. BZ WBK trafił w ręce hiszpańskiego Santandera. Jednak Rada Gospodarcza przy premierze Tusku na tym nie poprzestała. Pod koniec 2012 r. został ogłoszony program „Inwestycje Polskie” i specjalnie powołano w tym celu spółkę Polskie Inwestycje Rozwojowe, na bazie której powstał później Polski Fundusz Rozwoju. Widać zatem pewną kontynuację na poziomie filozofii rozwoju.
Co się takiego wydarzyło, że polskie elity ekonomiczne zaczęły myśleć pozytywnie o roli państwa w gospodarce?
Kluczowe znaczenie miał kryzys finansowy w 2008 r. i niepokój, że znany dotychczas świat może się zawalić.
To dziwne, bo w czasie kryzysu liberalni politycy mówili o Polsce jako o zielonej wyspie.
Powoływali się wówczas na dane PKB, jednak przyszłość największych polskich banków rysowała się w coraz ciemniejszych barwach. Podczas kryzysu finansowego w zagranicznych centralach banków coraz częściej myślano o oddziałach w Polsce i w innych peryferyjnych państwach Europy Środkowo-Wschodniej jako o potencjalnym źródle płynności, której wtedy akurat brakowało na rynku międzybankowym. Wywierano więc presję na prezesach tych instytucji, aby zapewniały płynność wewnątrz korporacji.
Wśród elit ekonomicznych pojawiły się obawy, że za chwilę odpłynie od nas kapitał zagraniczny?
Były takie obawy, a moim zdaniem wspomniana zmiana paradygmatu jest w dużej części efektem działań polskich top menedżerów, którzy swoje zawodowe doświadczenia zdobywali na najwyższych szczeblach polskich oddziałów zagranicznych korporacji międzynarodowych. Pełniąc tak naprawdę rolę agentów tych firm w Polsce i obserwując proces ich działania od środka, zrozumieli, jak w praktyce wygląda gospodarka wolnorynkowa.
Co takiego zrozumieli?
Zrozumieli, jakie znaczenie w gospodarce ma kapitał narodowy. I że jeśli decyzje są podejmowane na poziomie centrali ulokowanej gdzieś za granicą, bo tam się znajduje właściciel firmy, to oni jako menedżerowie i prezesi polskich oddziałów międzynarodowych korporacji są pozbawieni pełnej autonomii, a więc także wpływu na strategiczne decyzje tych przedsiębiorstw. Powoli oswajali się z twardymi regułami gry. Zaczynali rozumieć, że jako prezesi polskich oddziałów nigdy nie zostaną prezesami centrali banków, które znajdują się w rękach Austriaków, Niemców czy Włochów. Ze względu na brak silnego kapitału prywatnego w Polsce tylko państwo może pomóc odzyskać kontrolę nad kapitałem.
Czyli menadżerowie zobaczyli, że dotychczasowy stan rzeczy blokuje rozwój.
Tak można powiedzieć, choć kapitał zagraniczny w dużej mierze odegrał u nas pozytywną rolę, przyczyniając się do modernizacji wielu gałęzi polskiej gospodarki. Jednak w pewnym momencie było wyraźnie widać, że zbyt wielkie uzależnienie od obcego kapitału staje się barierą dla rozwoju krajowych elit menedżerskich i państwa. W interesie społecznym jest to, aby firmy w danym kraju i zarządzający nimi ludzie mogli podejmować decyzje strategiczne w takich kwestiach jak wymyślanie idei produktu, rozstrzygnięcie, jak będzie on produkowany i gdzie będzie sprzedawany. Tu nie chodzi tylko o los menedżerów, lecz także o przyszłość naukowców czy inżynierów, ponieważ korporacje mają naturalną skłonność umieszczać najbardziej zaawansowane centra badań i rozwoju tam, gdzie zlokalizowana jest ich centrala.
Jesteśmy więc świadkami małej rewolucji w myśleniu o polityce gospodarczej naszego kraju?
Zasięg i oddziaływanie zmian wydają się silne, ale nie dotyczą one całej polityki gospodarczej, a tylko pewnych jej obszarów. Według mnie są trzy płaszczyzny, na które w tym kontekście warto zwrócić uwagę. Pierwsza dotyczy prawa własności i tego, kto sprawuje kontrolę nad największymi firmami w kraju. Tu przykładem są próby repolonizacji banków. Druga dotyczy inwestowania w dywersyfikację i jakość produktów, które oferują polskie czempiony narodowe. Tu kluczowa jest aktywna polityka przemysłowa, która może się przełożyć na obecność polskich firm w nowych segmentach rynku i gałęziach gospodarki. Przykładem jest bardzo śmiały pomysł na budowę polskiego samochodu elektrycznego. Ostatnia płaszczyzna jest związana z wyjściem na świat, a więc dyplomacją ekonomiczną, wspomaganiem eksportu polskich firm i ich inwestycji za granicą, włącznie z przejmowaniem firm zagranicznych.
Podboju gospodarczego?
Polskie przedsiębiorstwa nie mają szans, żeby przejmować duże korporacje zachodnie czy chińskie, ale mogą, a wręcz powinny, z nimi konkurować w niektórych niszach. Powinny też poszerzać swoje wpływy poprzez przejmowanie firm w swoim najbliższym otoczeniu, czyli na rynkach państw Europy Środkowo-Wschodniej. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – na początku lat 90. podobną politykę wobec Polski stosowały państwa rozwinięte z Europy Zachodniej. Zamiast sprowadzać Budapeszt do Warszawy, to Warszawa – ta menedżerska, przedsiębiorcza – mogłaby przejąć jakąś część gospodarki węgierskiej. To nie jest myślenie kolonialne, tylko po prostu strategiczne. Z Polski od 2004 r. wyjechało 2,5 mln ludzi. Jak ich odzyskać? Na przykład tworząc narodowe czempiony, które zaproponują im ciekawą pracę w swoich centralach w Polsce albo tymczasowo w swoich oddziałach za granicą.
Ważne miejsce w tej filozofii rozwoju zajmuje polityka przemysłowa, która po 1989 r. została zmarginalizowana.
Na szczęście myślenie o przemyśle się zmieniło, choć nie jest to tylko polska specyfika – cały świat po kryzysie finansowym przypomniał sobie, że istnieje coś takiego jak przemysł i jak ważne dla każdej gospodarki są miejsca, gdzie dzięki pracy myśli i rąk powstają jakieś namacalne, a nie czysto teoretyczne produkty. W Polsce zmiana w postrzeganiu przemysłu wydaje się radykalna, ponieważ jesteśmy krajem, który w latach 90. zaadaptował neoliberalne podejście do gospodarki, traktując je jako dogmat ideologiczny. To również z tego powodu w polskiej debacie publicznej „przemysł” należał do rezerwuaru pojęć, które kojarzono z poprzednim systemem. Zapominano, że polityka przemysłowa zawsze stanowiła jeden z fundamentów gospodarki w takich świątyniach wolnego rynku jak np. USA.
Stosunek dużej części naszych elit ekonomicznych do tych kwestii dobrze oddaje ich reakcja na Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju.
Odpowiedzią czołowych neoliberalnych ekonomistów była dobrze znana opowieść o tym, że państwo powinno się trzymać jak najdalej od gospodarki rynkowej. Podobnie reagowali znani publicyści z największych polskich gazet, którzy zrównywali idee polityki przemysłowej z powrotem PRL i centralnym planowaniem. Co było kompletnym nieporozumieniem, biorąc pod uwagę doświadczenia innych państw. Profesor Chalmers Johnson już na początku lat 80. napisał książkę o cudzie gospodarczym w Japonii, przedstawiając ją jako tzw. państwo rozwojowe („developmental state”), które racjonalnie planowało wewnątrz gospodarki rynkowej. Zgodnie z jego koncepcją rząd wytyczał pewne kierunki rozwoju, definiował wizję dla gospodarki, ale nie było w tym elementów przymusu i kontroli prywatnego kapitału. Państwo, inwestując w określone obszary, antycypowało, że pewne gałęzie gospodarki i technologie staną się ważne i w przyszłości będą przynosić zyski.
Jakie wnioski możemy z tego wyciągnąć?
Najważniejszy w tym modelu jest dialog między państwem a prywatnym biznesem oraz założenie, że ludzie, którzy bezpośrednio uczestniczą w rynku, wiedzą dostatecznie dużo o procesach gospodarczych. Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju też w dużej mierze wynikała z takich rozmów między menedżerami pracującymi w Polskim Funduszu Rozwoju a prywatnym biznesem. Ciekawym procesem w Polsce są dzisiaj tarcia między menedżerami a ekonomistami o wpływy wewnątrz aparatu państwa. A tak naprawdę, kto lepiej rozumie realne funkcjonowanie gospodarki? Jej teoretycy czy ludzie, którzy w niej na co dzień działają?
A co na to polska klasa polityczna?
Na pewno wśród polityków PiS dokonała się pewna zmiana. Można o tej partii wiele złego powiedzieć, ale to właśnie od niej płyną pozytywne informacje, jeśli chodzi o alternatywne myślenie o gospodarce. Mateusz Morawiecki, od kiedy stał się aktywnym politykiem, powtarza, że jesteśmy świadkami zmiany paradygmatu, co najlepiej pokazuje dewaluacja konsensusu waszyngtońskiego. Niestety, nie dostrzegam podobnego procesu zmiany myślenia w szeregach liberalnej opozycji, a lewica dopiero co się odradza.
Ale to przecież liberalni politycy ją zapoczątkowali.
Trwało to do 2015 r., kiedy Platforma Obywatelska straciła władzę. Menedżerowie, którzy chcieli przemieniać spółki Skarbu Państwa w czempiony narodowe, stracili swoje posady i wrócili do sektora prywatnego. Czy można się dziwić, że dzisiaj tak wielu menedżerów woli współpracować z PiS, skoro jest tak duży opór wobec aktywnej polityki przemysłowej wewnątrz Platformy Obywatelskiej? Z kolei aktywność liberalnych think tanków – poza skrajnie wolnorynkowym Forum Obywatelskiego Rozwoju – skupia się przede wszystkim na kwestiach kulturowych. Ten pesymistyczny obraz dopełnia fakt, że jakiś czas temu jako głównego ekonomistę PO nominowano człowieka, który wydaje się być najwierniejszym sługą neoliberalnych dogmatów.
A jaką rolę w polityce przemysłowej ma lewica?
Do realizacji takich projektów potrzeba dobrych kontaktów z szefostwem potencjalnych czempionów narodowych. A lewicy z natury bliżej jest do strony pracowniczej. Czy wśród jej polityków i aktywistów są jacyś menedżerowie czy prezesi prywatnych firm? Nie wydaje mi się, żeby tak było. Co oczywiście może się zmienić, ale wymagałoby to przełamania dotychczasowych uprzedzeń nie tylko między lewicą a menedżerami, lecz także między światem pracy i światem biznesu.
Nie jest to możliwe?
Spójrzmy na historię partii socjaldemokratycznych w Skandynawii. Według jednej z historycznych interpretacji pozycja tych ugrupowań była silna nie tylko dlatego, że silne były związki zawodowe. Chodzi też o to, że w pewnym momencie socjaldemokratom i pracodawcom udało się wypracować międzyklasowe kompromisy. W latach 60. aż 40 proc. gospodarki szwedzkiej kontrolowała rodzina Wallenbergów. Pod jej kuratelą były m.in. banki, motoryzacja, a nawet drobny przemysł. Ponieważ widzieli gospodarkę holistycznie, wiedzieli, jaka gałąź gospodarki będzie się rozwijać i w jaki sposób, a także byli gotowi zawierać kompromisy w ramach własnych przedsiębiorstw, a później z rządami socjaldemokratycznymi i ze związkami zawodowymi. Gotowość pracodawców do zawierania kompromisów w takich krajach jak Niemcy, Holandia, Szwajcaria czy państwa skandynawskie niekoniecznie wynika z tego, że firmy ulegają związkom zawodowym. Częściej z tego, że mają w tych kompromisach swój własny interes. Aby strona pracownicza była silna, potrzebna jest silna strona pracodawcza, czyli, inaczej mówiąc, silny rodzimy kapitał.
W ostatnich 30 latach polscy pracownicy raczej nie mieli łatwo.
PiS w jakimś stopniu buduje i cywilizuje polski kapitalizm. Widać wyraźnie, że coś się zmienia na lepsze. Polscy szefowie zagranicznych oddziałów międzynarodowych korporacji zaczęli inaczej patrzeć na gospodarkę również dzięki temu, że obserwowali, jak wyglądają relacje międzyludzkie w firmach.
A także kultura pracy.
Tak, ale kultura pracy w dużej mierze wynika z instytucji i z otoczenia, w których działają firmy: państwa prawa, polityki przemysłowej, dialogu społecznego. Nie mówię o dialogu trójstronnym, a dwustronnym miedzy związkami zawodowymi i organizacjami branżowymi, a także dialogu wielopoziomowym, czyli na szczeblu firm, branży i nawet państwa. W Niemczech, Holandii, Belgii czy w krajach skandynawskich co dwa lata silnie scentralizowane organizacje pracodawców negocjują w wielu sprawach z pracownikami. Od tego procesu zależy to, kto dostanie wyższe płace, ile będą wynosić podwyżki, jak bardzo poprawią się warunki higieniczne i bezpieczeństwo pracy oraz wiele innych spraw. Efektem końcowym są dobrej jakości ustawy. Tymczasem w PiS, a więc partii, która deklaruje swoje bliskie związki z Solidarnością, nurt pracowniczy był przez ostatnie lata na marginesie.
Nurt menadżerski przeważył?
Widać to najlepiej po nominacjach do zarządów spółek Skarbu Państwa. Strona pracownicza została kompletnie zignorowana. Oczywiście ludzie z Solidarności mają powody do zadowolenia, kiedy PiS wprowadza w życie program 500 plus albo podwyższa płacę minimalną, ale tak naprawdę związki zawodowe chciałyby realnych negocjacji branżowych. To jest standard w Europie. W Polsce nie będzie takich negocjacji, dopóki nie uporządkujemy organizacji pracodawców. Rozumiem, że po upadku komunizmu był potrzebny pewien pluralizm, ale poziom rozdrobnienia organizacji pracodawców, jaki dziś istnieje w Polsce, to jest coś niesłychanego.
A co z realizacją polityki rozwojowej PiS w praktyce? Według ekspertów dowodem na jej porażkę jest projekt polskich samochodów elektrycznych, który pozostaje w powijakach.
Nurt menedżerski, który wciąż ma dość słabą pozycję w PiS, musiał najpierw dojść do porozumienia ze stroną partyjną. To, co od jakiegoś czasu po cichu przygotowywali menedżerowie i inżynierowie, zamieniono w hasła i wpisano do strategii rozwoju. Żeby zrealizować te hasła, trzeba jeszcze pokonać długą drogę wiodącą przez polityków i cały aparat państwowy, który ma tendencje klientelistyczne. Czy fakt, że dwa lata po przyjęciu strategii odpowiedzialnego rozwoju z taśmy produkcyjnej nie zjechał jeszcze ani jeden polski elektryczny samochód, to powód do wstydu? Takie myślenie jest po prostu śmieszne. Polityka przemysłowa to jest proces rozpisany na wiele lat. W tym przypadku nie może być mowy o prymacie bieżącej polityki nad długofalowym planowaniem. Mówiąc szczerze, dzisiaj coś innego mnie niepokoi.
Co takiego?
Wyobraźmy sobie, że następne wybory wygra liberalno-lewicowa opozycja. Co by się stało z dotychczasową pracą setek ludzi, którzy reprezentują różne opcje polityczne, ale łączy ich praca dla państwa rządzonego przez PiS? Co zrobiłaby z nimi Platforma Obywatelska albo Lewica? Pierwszym skojarzeniem jest wymiana kadr, zamknięcie interesu i wyrzucenie wydanych dotychczas pieniędzy w błoto. Ubolewam nad tym, ale nie widzę żadnej odpowiedzialnej wizji po drugiej stronie politycznej barykady. To jest przerażające, bo jeśli chcemy tworzyć nowoczesne państwo, musimy myśleć na wiele lat do przodu. Powinien istnieć konsensus choćby wokół polityki przemysłowej. Dlaczego nie chcemy mieć własnych czempionów? Jeśli opozycja ma pokazać, że chce lepszego państwa, to powinna kontynuować dotychczasowe działania i zostawić tych ludzi w ich miejscu pracy. Niech obie strony politycznej barykady nauczą się pracować nad takimi strategicznymi projektami dla dobra polskiego społeczeństwa.
A nie obawia się pan, że w Polsce, tak jak na Węgrzech, polityka gospodarcza będzie wykorzystywana do celów partyjnych?
Oczywiście są pewne podobieństwa między Polską a Węgrami: zmiana paradygmatu myślenia o gospodarce, krytyka konsensusu waszyngtońskiego oraz zbyt dużego uzależnienia od kapitału zagranicznego, akceptacja aktywnej roli państwa. Jeśli jednak spojrzymy na praktykę, to widać dość wyraźne różnice. Viktor Orbán używa państwa do tego, żeby nacjonalizować gospodarkę – zwłaszcza banki. Ale one nie pozostają długo w rękach rządu. Większość tych firm jest odsprzedawana biznesmenom przychylnym partii rządzącej i w ten sposób powstaje klasa partyjnych oligarchów, którzy akumulują kapitał. Ale to nie ma nic wspólnego z polityką przemysłową.
W Polsce taki scenariusz jest niemożliwy?
W Polsce klasa menedżerska jest dużo silniejsza niż na Węgrzech, m.in. dzięki temu, że wiele firm jest notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, przez co są one zobligowane działać w sposób bardziej przejrzysty. Na Węgrzech Orbán i biznesmeni związani z Fideszem zmuszają zachodnie banki do negocjacji za zamkniętymi drzwiami i przejmują je za pomocą jakichś wcześniej nieznanych spółek z siedzibą – czy raczej skrzynką pocztową – w Luksemburgu. Później akcje tych spółek jakimś cudem są odsprzedawane Lőrincowi Mészárosowi, dawnemu wójtowi gminy, z której pochodzi Orbán, a teraz najbogatszemu Węgrowi. W Polsce to by było niemożliwe, polscy menedżerowie banków raczej by nie pozwolili na takiego typu manewry. No i też jest pytanie: czy Jarosław Kaczyński chciałby wykreować własnego Kulczyka, tak jak to teraz robi Orbán z Mészárosem? Wydaje mi się, że lider Prawa i Sprawiedliwości, dla którego zawsze tak ważna była walka z korupcją, nie pozwoli sobie na to.
Źródło
Autor: Kacper Leśniewicz
submitted by Bifobe to Polska [link] [comments]


2019.10.14 21:36 n00bmaest3r69 Wysryw wyborczy

Szczerze robię to bardziej dla siebie, bo chcę wylać swoje myśli, a z rodziną nie chce mi się aż tak o tym rozmawiać.
To taka lista sugestii i pro-tipów dla poszczególnych partii. Będzie to iść numerami list wyborczych

  1. PSL
W sumie kampania raczej na plus. Myślę, że może im wyjść bycie konserwatywną alternatywą dla PiS-u. Co do tego, co mogliby zrobić
- Rebranding - nazwa PSL kojarzy mi się przede wszystkim z nepotyzmem, wsią i byciem wiecznym koalicjantem. Możliwe, że to może odstraszać niektórych wyborców od głosowania na nich. Sugerowałbym nazwę Piast, bo w II RP był PSL-Piast, który był raczej konserwatywny, ale nie aż tak jak Endecja(inna kwestia, że wchodzili z Endekami w koalicję).
- Idą wg mnie w dobrym kierunku. Kosiniak-Kamysz jest bardziej przekonujący niż Schetyna. Powinni rzucać jak najbardziej hasło ordynacji mieszanej, bo jak pokazały wybory do Senatu, przy JOW-ach PiS ma bardzo poważny problem
- Kandydat na Prezydenta: Janusz Piechociński - wyobraź sobie, że podczas orędzia prezydenckiego czyta on rocznik statystyczny.
  1. PiS
Chyba nie o to im chodziło. Mają to, co mieli dotychczas minus Senat. Z obowiązku napiszę, co mogliby robić lepiej
- Mniej arogancji - to może odpychać nawet wyborców konserwatywnych i oni to zauważają. Przede wszystkim dobrze by dla nich było gdyby ten wynik wyborczy potraktowali jako porażkę i coś próbowali z niej wyciągną(Mam nadzieję, że tego nie zrobią ;) )
- Ogólnie są w stanie do siebie przekonać Polaków. Szanuję elektorat PiSu za to, że nie poparł tow. Piotrowicza w wyborach do Sejmu.
- Kandydat na Prezydenta: Jarosław Kaczyński Adrian Andrzej Duda
  1. Lewica
Wydaje się, że wyciągnęli to co mogli wyciągnąć z obecnym programem i skojarzeniami.
- Schować kwestie światopoglądowe. Wszyscy, którzy mieli na nich zagłosować z tego powodu, myślę, że to już zrobili. Powinni to zrobić mniej więcej tak jak Biedroń, jak walczył o bycie Prezydentem Słupska - wiadomo, że jest gejem, ale to nie jest w żaden sposób istotne dla merytorycznej wartości jego kandydatury.
- Czy oni są w stanie się połączyć? Jakby nie patrzeć, Lewica składa się z Lewicy "z przyzwyczajenia"(SLD), "tylko dlatego, że jestem LGBT/feministka/antyklerykałem"(Wiosna) i "z przekonania" (Razem). Ciężko by to się zmiksowało, ale...
- Czarzasty wydaje się cichym zwycięzcą obu kampanii. Do Europarlamentu przepchnął z KE 5 ludzi z SLD, jego pomysł z Paktem Senackim okazał się strzałem w dziesiątkę, a dzięki wspólnej liście wiadomo, na czym stoi lewica w Polsce.
- Kandydat na Prezydenta: Robert Biedroń. Nie mają nic do stracenia, jest dosyć rozpoznawalny, ma większe doświadczenie polityczne niż AD w 2015, a i tak raczej wygrana mu nie grozi(Choć Polska to tak absurdalny kraj, że jestem w stanie uwierzyć w scenariusz, że on jest Prezydentem RP, podczas gdy PiS ma samodzielną większość Sejmową)
  1. Konfederacja
Brawo, zaskoczyli mnie. Ogólnie Bosak w debacie w TVN24 wypadł poprawnie.
- Dla ich dobra powinni być partią dla przedsiębiorców. Nie ogarniam jeszcze, jak działają te zmiany w ZUSie dla przedsiębiorcy, a obietnica podniesienia płacy minimalnej do absurdalnego poziomu jest szkodliwa dla gospodarki, więc powinni iść w tym kierunku. Co jakiś czas powinni też wspominać o potrzebie elektrowni atomowej w Polsce(co robią) i mówić, że polski system emerytalny jest niewydolny
- Mieli fajne spoty wyborcze technicznie (nawet ten z coverem piosenki disco polo wpadł mi mocno w głowę) - widać, że Braun zna się na kręceniu filmów
- Kandydat na Prezydenta: JKM
  1. KO
Jeju, niby przegrali, ale nie aż tak bardzo, by Schetyna miał wylecieć na bruk
- Wywalić Schetynę z fotela przewodniczącego PO. Bez tego to w 2023 roku Trzaskowski powinien Platformie zrobić to samo, co Tusk zrobił Unii Wolności w 2001 roku.
- Próbują się uczyć na błędach, ale ma się wrażenie, że wychodzi to zbyt pośpiesznie i nieudolnie(patrz Kidawa-Błońska jako kandydatka na premiera)
- Kandydat na Prezydenta: Wadim Tyszkiewicz. Dostał się właśnie do Senatu, ale myślę, że on powinien wystartować samodzielnie z poparciem KO. Dlaczego nie Tusk? Po pierwsze wielu Polakom lepiej się żyje teraz niż za Platformy, a jeżeli gospodarka się nie rypnie, to nie będą tęsknić za Tuskiem. Po drugie Tyszkiewicza nie da się połączyć mocno z PO, po trzecie był przez 17 lat Prezydentem Nowej Soli, gdzie zrobił dobrą robotę i rozumie dzięki temu Polskę prowincjonalną. Po czwarte swoim podejściem do gospodarki będzie w stanie przeciągnąć na siebie potencjalnie elektorat wolnościowy. Jeżeli zostanie wystawiony Tusk, to będzie jednoznacznt sygnał, że PO patrzy w przeszłość, nie przyszłość...

Jeśli ktoś to przeczyta to naprawdę to doceniam, bo robię to, by się wyżyć po wyborach.
submitted by n00bmaest3r69 to Polska [link] [comments]


2019.06.23 17:52 seabass_bones Andrzej Gerlach [komentuje](https://www.facebook.com/andrzej.gerlach.319/posts/465741950896356)

Na czwartkowej procesji Bożego Ciała w Tarnowie tutejszy ordynariusz Andrzej Jeż, podobnie jak pozostali biskupi polscy (chyba się panowie umówili, bo trudno uznać to za przypadek), odnieśli się do bieżących problemów naszego partykularnego Kościoła. Ale to co usłyszałem w tym dniu z ust naszych kościelnych pasterzy tak bardzo mnie zdumiało, że postanowiłem odnieść się do tego publicznie. I zrobię to na przykładzie właśnie diecezji zarządzanej przez tarnowskiego ordynariusza, biskupa Andrzeja Jeża. Idąc i prowadząc główną procesję ulicami miasta biskup tarnowski stwierdził: "Nasze okazywanie czci Jezusowi Eucharystycznemu będzie miało charakter ekspiacji, przebłagania za grzechy świętokradztwa, profanacji i znieważania Eucharystii, a także świętych symboli". Tarnowski hierarcha podkreślił także, że bolesnych sytuacji było ostatnio wiele i wymienił tu profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, przypadki napaści na kościoły i samych kapłanów, a także profanacji do jakich dochodzi podczas tak zwanych marszów równości. To niezwykle ważne, ze podczas tak ważnej uroczystości kościelnej zauważył pasterz tarnowskiego Kościoła tak palący problem, że postanowił dokonać publicznie ekspiacji i przebłagania samego Boga za grzech świętokradztwa, profanacji i znieważania Eucharystii. Ale do prawdziwego znieważania Eucharystii nie dochodzi Księże Biskupie podczas tak zwanych marszów równości, podczas których to jedynie przebierańcy parodiują odprawianie rzekomej Mszy. Można takie zachowania różnie oceniać. Jednych to wręcz bawi, a innych to być może zniesmacza. Dla mnie to forma jedynie pewnej błazenady i kuglarstwa, a dodam ponadto, że osobiście nie jestem zwolennikiem takiego wyrażania swoich poglądów i emocji. Ale to moje osobiste zdanie, choć równocześnie szanuję innych, którzy być może mają inną wrażliwość w tym względzie. Jestem jednak zażenowany tym, że ja prosty wierny muszę Jego Ekscelencji tłumaczyć, że podczas tych ulicznych harców nie mamy do czynienia z Eucharystią. Nikt bowiem nie używa wówczas Eucharystii z żadnego kościoła, a jedynie parodiuje, lepiej lub gorzej, czynności księdza. Ma to raczej charakter ulicznego teatru i to o mocno amatorskim poziomie. Ale skoro tak bardzo przejął się Jego Ekscelencja profanacją prawdziwej Eucharystii i za to pragnie publicznie przepraszać Boga, to pragnę Księdza Biskupa poinformować, że jest ona profanowana codziennie, gdy któryś duchowny wracając nad ranem od swojej okazjonalnej kochanki czy stałej konkubiny, staje codziennie rano przy ołtarzu i bierze do swoich rąk Ciało i Krew Chrystusa. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Eucharystia jest codziennie profanowana, gdy duchowny, który jeszcze niedawno pchał swoje łapska do rozporka kolegi, teraz tymi samymi rękami przeistacza na ołtarzu chleb i wino w Ciało i Krew Chrystusa. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Gdy duchowny swoimi rękami wykorzystuje seksualnie nieletnich, a potem używa tych samych rąk do przeistoczenia przy Ołtarzu Pańskim podczas każdej Mszy świętej. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Codziennie Eucharystia jest bezczeszczona przez duchownych. którzy zaspakajają swoje potrzeby seksualne poprzez masturbacje, a potem tymi samymi rękami unoszą nad ołtarzami w całej diecezji Hostie i Kielichy z winem. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Gdy pozbawiony przez Stolicę Apostolską urzędu biskup, za długoletni związek pozamałżeński i zamrożone zarodki "in vitro" (proces sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego, który równocześnie obłudnie publicznie potępiał), znajduje schronienie w diecezji kolegi z seminarium, z której zresztą sam pochodzi, i w tej diecezji przez wiele tygodni bierzmuje dzieci pobierając przy tym każdorazowo wielotysięczne wynagrodzenia, aż wreszcie nowy papież Franciszek pozbawia go godności biskupiej i kapłańskiej i ostatecznie przenosi do stanu świeckiego. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Gdy policja przyłapuje w parku miejskim na zbiorowym seksie z bezdomnymi trzech mężczyzn, którzy na komendzie okazują się szacownymi proboszczami trzech parafii, a biskup przenosi ich "karnie", zamieniając ich jedynie placówkami, którymi dotychczas wszyscy trzej zarządzali. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Gdy w Wielki Czwartek, po głównych uroczystościach w katedrze z udziałem samego ordynariusza, trzech znanych proboszczów (w randze prałatów) wynajmuje w miejscowym klubie pochodzące z poza Polski prostytutki i podczas zbiorowej orgii doprowadza do trwałego uszkodzenia ciała tych kobiet i do interwencji chirurgicznej w miejscowym szpitalu, a następnie próbuje ukryć ten skandal szantażem deportacji i przekupstwem, równocześnie codziennie przed ołtarzami Pańskimi odprawiając Msze święte. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Gdy długoletni pedofil wykorzystujący ministrantów w jednym mieście, zostaje awansowany na proboszcza i przeniesiony do znanego sanktuarium w drugim mieście, następnie postawiony na czele nowo utworzonej kapituły kolegiackiej, a mimo jego pedofilskiej przeszłości biskup ordynariusz załatwia mu w Watykanie po pewnym czasie godność Protonotariusza Apostolskiego i mitrę infułata. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Gdy szantażowani przez swoich partnerów seksualnych duchowni popełniają licznie samobójstwa, a niektórzy z nich wieszają się nawet w kościołach lub na plebaniach. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Gdy biskup zwalnia z powodów nadużyć moralnych swoich najbliższych współpracowników w kurii biskupiej i w miejscowym seminarium, a następnie "rekompensuje" im to stanowiskami proboszczów w największych i najbardziej dochodowych parafiach swojej diecezji. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Do profanacji Ciała i Krwi Pańskiej dochodzi także podczas jednego z największych świąt w kalendarzu kościelnym, właśnie w Uroczystość Bożego Ciała, gdy sam ordynariusz diecezji niosąc ulicami miasta Ciało Chrystusa obłudnie kłamie i jak biblijny faryzeusz próbuje własne grzechy przeciwko Eucharystii przysłonić rzekomymi grzechami tych, którzy być może nawet do Kościoła nie należą. CZY KSIĄDZ BISKUP WIE W KTÓREJ DIECEZJI SIĘ TO DZIEJE? Wyliczać dłużej? Podstawić do powyższej wyliczanki imiona, nazwiska, daty i miejscowości? Mam nadzieję, że jak najwięcej wiernych diecezji w której to wszystko się dzieje niemal każdego dnia, to dokładnie przeczyta i się głęboko nad tymi faktami zaduma. Bo pasterzom tej diecezji pozostaje już tylko prawdziwa ekspiacja i przebłaganie Boga za wszystkie swoje grzechy przeciwko Eucharystii, choć ostatnio dali dowody, że najlepiej wychodzi im wypominanie jedynie grzechów innych. Biskup tarnowski Andrzej Jeż idąc w czwartkowej procesji ulicami Tarnowa powiedział: "Nie możemy pozwolić, by znieważano i profanowano to, co stanowi dla nas świętość". Piszący ten powyższy komentarz wziął sobie te słowa Księdza Biskupa tak mocno do serca, że nie potrafił się powstrzymać przed jego napisaniem, więc na jego podsumowanie dodaje do swojego komentarza jedynie "AMEN"!
submitted by seabass_bones to Polska [link] [comments]


2019.05.27 11:00 Ass1kn Moje przemyślenia - może głupie, może nie.

Żeby wygrać z PiSem nie wystarczy być antyPiSem. Pokazały to już wyniki z wyborów 2018 i potwierdziły wybory 2019. Bycie proeuropejskimi i nienawiść do PiSu to za mało dla Polaków.
Przeciętnego Polaka nie obchodzi co się dzieje w TVP - nie będzie tego oglądać, włączy sobie Polsat albo w ogole niczego nie będzie oglądać, bo w nie ma na to czasu.
Przeciętnego Polaka nie obchodzi sądownictwo, ponieważ się na tym nie zna. Sam sie zaliczam do tej grupy, nie jestem prawnikiem, nigdy nie byłem w sądzie, eksperci mówią, że sądownictwo przestało być niezależne albo przynajmniej funkcjonuje gorzej niż wcześniej. Jednak zarówno ja jak i więkość Polaków nie rozumie argumentów podawanych do poparcia tej tezy i akceptuje albo odrzuca opinie ekspertów w zależności od tego jakie poglądy polityczne wyznają.
Myślelibyśmy, że wyborcy przejmą się spierdoleniem po całości szkolnictwa. Otóż nie. Anna Zalewska dostała 156 tyś głosów - sos.
Czym więc przejmują się Polacy? Powiecie, że tym ile pieniędzy dostaną - jest w tym pewnie bardzo dużo prawdy, ale KE obiecywała pieniądze, a dostała ponad 7% mniej. Wiosna obiecywała tyle, ile nawet PiS bał się obiecać - dostała 6%. Nie chodzi więc o same pieniądze.
PiS ma wizję, jakakolwiek by nie była, jest to cel do jakiego chcą dążyć - Polska sercem Europy, Polskie wartości, tradycja, Polska Rodzina, pomoc ubogim itd. Wiecie o co chodzi. PiS próbując odciąć się od lat 2005-07 zmieniło twarze kampanii. Przestał nią być Kaczyński. Pojawił się Duda(tylko dlatego, że każdy wiedział, że przegra), potem Szydło, a teraz Morawiecki.
W tym samym momencie KE jest prowadzona przez Schetynę - osobę, która jest w polityce od kiedy tylko pamiętam, zawsze był kimś ważnym. Oprócz niego jest jeszcze Miller, Kopacz, Cimoszewicz i wszystkie inne twarze, które widzmy w mediach od 20 lat. Innymi słowy wszystko w Koalicji Europejskiej mówi "żeby było tak jak było". Nie mają żadnej większej wizji, nie dają nadziei na coś nowego, oni chcą powrotu do rozdziału sił z 2011 roku i ichniej normalności. Problem jest taki, że Polacy tego nie chcą.
Wiosna z drugiej strony jest zbyt radykalna. Adopcja dla małżeństw homoseksualnych, odcięcie funduszy kościołowi, aborcja na życzenie czy odejście od węgla do 2035. Te postulaty, jak bardzo słuszne by nie były, są czymś, co więkość słyszy pierwszy raz, albo gdzieś w telewizji słyszeli, że te jebane lewaki z Niemców i Francji mają coś podobnego. Zmiany, które chce wprowadzić Wiosna trzeba wprowadzić powoli, edukując społeczeństwo, a oni chcą wjechać w Polaków czołgiem i wywrócić ich światopogląd o 180 stopni.
Myślę, że żeby pokonać PiS Koalicja musi zaproponować program centrowy, ewentualnie bardzo delikatnie centro-lewicowy. Niech nie mówią nic o małżeństwach homoseksualnych czy dalszej integracji europejskiej, bo to tylko odstrasza Polaków.
Bardzo potrzebny będzie też nowy Lider - taki z charyzmą większą od doniczki z przegniłym kaktusem. Żeby zrekompensować centrowy program liderem powinien zostać ktoś na tyle konserwatywny by przekonał niezdecydowanych, którzy teraz zagłosowali na PiS, a jednocześnie na tyle liberalny, by nie odstraszył centrum i wyborców centro-lewicowych. Nie ma za dużo czasu na znalezienie nowego lidera, praktycznie od dzisiaj trzeba rozpoczynać etap kampanii parlamentarnej, więc musi to być ktoś, kto jest rozpaznawalny, ale nie ciągnie się za nim wizerunek skompromitowanej Platformy, czy starego SLD. Myślę, że dobrym wyborem byłby Władysław Kosiniak-Kamysz.
Na sam koniec chcę tylko dotać, że są to moje przemyślenia z dzisiejszej nocy. Spałem jakos od 4.30 do 8.40, więc mogę nie myśleć zbyt klarownie. Zanim mnie nazwiecie prawicowcem - mam 19 lat, głosowałem jak dotychczas 2 razy w życiu. Najdalej na prawo, w moich wyborach, zaszedłem głosując na SLD do rady miasta. W tych wyborach głosowałem na Wiosnę.
Edit: wywrócić swiatopogląd wywrócić ich światopogląd
Edit 2: przeją przejmą
Edit 3: Jeszcze wiecej literówek
submitted by Ass1kn to Polska [link] [comments]


2018.10.15 05:57 pothkan Kalendarz, Dyskurs & wyniki Ankiety cz.1

Korzystając z tego, że mamy "wolny" slot z braku chętnych na AMA w tym tygodniu, chcielibyśmy się z wami podzielić pewnymi zmianami i pomysłami ws. wydarzeń na Polska - a także podsumować część ankiety, dotyczącą suba oraz moderacji (czyli nas). Ostrzeżenie przed ścianą tekstu!
Podsumowanie drugiej, i zapewne ciekawszej części ankiety (tej o was) pojawi się w ciągu 2-3 tygodni, w trochę ładniejszej formie (z wizualną pomocą u/rpr13).
A zatem, po kolei:
I. Jak pewnie niektórzy już zauważyli, w new.Reddit (i chyba także dostępie mobilnym? potwierdźcie) w sidebarze od pewnego czasu widnieje nasz subowy Kalendarz, oparty na Google Calendar. Dotąd znajdowały się tam tylko "duże" wydarzenia (wymiany, AMA), teraz dodaliśmy także wszelkie cykle, oraz wkleiliśmy link do sidebaru old.Reddit. Jako że dostęp do Calendar wymaga zdaje się zalogowania na konto Google, ważniejsze wydarzenia będziemy nadal zapisywać "po staremu".
W związku z powyższym ważna prośba: ci z was, którym zdarza się zakładać tematy cykliczne, niech wcześniej sprawdzają, czy termin się zgadza. Szczególnie dotyczy to Dwudzionkowego - w niektóre weekendy będzie on przesunięty, skrócony albo przemianowany (np. z okazji świąt czy wyborów).
Jako że CKM (Czwartkowy Kącik Muzyczny) przechodzi na system dwutygodniowy, uzyskujemy dwa wolne "sloty". Jeden zostanie zajęty przez nowy cykl miesięczny, którego pomysłodawcą jest u/Scypio - pierwsze wydanie na dniach, więc nie będę zdradzał tematyki.
II. UWAGA! Pozostaje nam jeden slot, który chcielibyśmy wykorzystać na nowy projekt, pomysłu... waszego. Tzn. anonimowego - jest on wypadkową kilku propozycji zamieszczonych w ankiecie (cytuję je poniżej), oraz naszych (moderacji) przemyśleń:
A: fajne są te wątki kulturowe, ale może co jakiś czas dyskusje w stylu porozmawiajmy o ... (wstaw dowolne głośne sprawy ideologiczne, np o feminizmie albo o katolikach) żeby nakarmić ludzi jedna dyskusja i możliwie ograniczyć rozproszenie tych watkow
B: Może jakieś cykliczne dyskusje - branie jakiegoś istotnego tematu pod lupę i tworzenie propozycji zmian ???
C: Proponuję tygodniowe dyskusje o kulturze, sztuce, polityce
D: Zachęcać użytkowników aby produkowali więcej różnorodnej treści wyrwanej z trendu agitacji politycznej (głównie agitacji za partią razem) i narzekań na partię rządzącą i Kościół.
Jak to sobie wyobrażamy?
  • Ustalamy z góry z 10, góra kilkanaście tematów. Część wymyślmy sami tutaj (proponujcie!), do tego kilka propozycji od nas (moderacji), wybór zostanie dokonany poprzez ankietę (wielokrotnego wyboru).
  • Każdy temat jest otwarty postem-zajawką pojedynczego użytkownika, przy czym jedna osoba może wziąć góra dwa tematy, o ile nie będzie dużo chętnych - wtedy jeden.
  • Idealnie byłoby, aby tematy przekładać, zamiennie poważny/bieżący (np. UE, prawa LGBT, imigracja), oraz bardziej ogólny/filozoficzny (np. transhumanizm, sztuka).
  • Częstotliwość: raz, góra dwa (jeśli np. nie będzie żadnego AMA) na miesiąc (domyślnie Po-Cz w pierwszy tydzień)
  • Nazwa: roboczo Dyskurs, ale jesteśmy otwarci na lepsze propozycje :3
III. No i na koniec, podsumowanie części "o subreddicie" ankiety, w kolejności wg pytań. Próba wynosi 530 (!), co jest wynikiem lepszym niż chyba jakakolwiek ankieta dotychczas na subie.
  • Jak tutaj trafiłeś/łaś? - Najczęstsze odpowiedzi to Reddit (główna, ale także europe i poland), następnie (niespodzianka) "z Wykopu". Poniżej co ciekawsze (oryginalniejsze) wypowiedzi:
dużo nagrzeszyłem w poprzednim wcieleniu i tutaj odbywam pokutę
zapaliłem 420 i wpadłem przez przypadek
z defaultu, ale zostałam z miłości
KARMA DARMOWA
Podążałem żółtą ścieżką
Byłem/jestem centrystą, prawicowcem, ale czułem ze nie do końca zgadzam się ze wszystkim co moi koledzy mówią, wiec zacząłem tu zaglądać żeby pokręcić czasem z was bekę i spojrzeć od czasu do czasu na różne sprawy również z waszego pkt widzenia. Przez was mam na myśli, hehe, lewaków. A, No i wymiany kulturalne są zajebiste, chyba dzieki nim jakoś znalazłem ten subreddit.
  • Od kiedy odwiedzasz Polska? - 39% 2-4 lata, 29 kilkanaście miesięcy, 18 kilka miesięcy, 7 5-10 lat, 5 kilka tygodni, 3 kilka dni. Ogólnie 74% - ponad rok.
  • Jak często zaglądasz na Polska? - 24 kilka razy dziennie, 42 (czyli łącznie 66) codziennie, 26 kilka razy w tygodniu, 8 rzadziej
  • Jak oceniasz kierunek, w którym zmierza subreddit Polska? (skala 1-5) - średnia 3,5, mało odpowiedzi 1-2 (8%), dominują 3-4 (83%), 5 - 11%
  • Co najbardziej lubisz na Polska? - z powtarzających odpowiedzi warto wymienić "memy", "ludzi/społeczność", "wymiany" i "środową żabę", ale także "ból dupy". Poza tym wybór:
Poprawną polszczyznę użytkowników. I wszystko co za tym idzie.
Poznawać światopogląd lewactwa
Że nie jest prawicową komorą pogłosową
Otwartość na poglądy
Połączenie cyrku, zoo i domu wariatów.
Lewactwo, którego na co dzień mi brak
cotygodniowe posty wykopowców narzekających na lewactwo na subie
posty weekendowe, szczere miłe odpowiedzi, memy, ogólnie fajne community
Tak serio - wyselekcjonowanie newsów, memów, wypowiedzi i wszystkiego tego, to esencjonalne i dzięki czemu nie muszę się przedzierać przez milion beznadziejnych, clickbaitowych tytułów. Ale losowe posty z pytaniem co zrobić jak gołąb mi się rozbija o okno też są fajne (ogólnie taka elastyczność w postowaniu jest fajna). A wymiany kulturowe to RIGCZ.
lewicowość bez circlejerka: jak jest jakiś lewicowy fake news, to wychodzi w komentach
  • A czego tutaj nie lubisz? - powtarza się "lewactwa", "circlejerku" i "polityki". Ale także "żaby".
Tego jak posty w stylu "xD" potrafia zebrac wiecej karmy niz sensowny post o zabarwieniu prawicowym z linkami i wlasna, inna od opinii ogolu opinii. Sporo ludzi zyje w bance informacyjnej nie dopuszczajac do siebie mysli ze moga sie mylic
naiwnych wszystko wiedzących ignorantów
bezbekowych memów politycznych
Jechania po ludziach wierzących. Ale po instytucji można jak najbardziej
Kiedy ludzie jedynie śmieszkują w komentarzach, zamiast dyskutować
kiedy ktoś nie inwestuje w Polsce Wschodniej
Circlejerk, ale jak na leddit to ujdzie.
Głupich obrazków z żabą
nawału materiału z jednego źródła (w ostatnim czasie oko.press)
Wdółgłosowania niepopularnych opinii i wgóręgłosowania tych, które są popularne i pozamerytorycznie "argumentują" z tymi niepopularnymi.
jesteśmy trochę zamkniętą lewicową puszką, większość ludzi udzielających się na subie ma te same poglądy co ja i nie ma sensu dyskutować, a jak się pojawia jakiś prawicowiec to zwykle zaczyna od wyzywania innych a potem się okazuje, że nie umie myśleć i wyciągać wniosków. zawsze dokładnie czytam wszystkie dyskusje polityczne na tym subie, ale dosyć rzadko się takie zdarzają, bo o czym dyskutować, skoro wszyscy mają takie same zdanie?
Ze przedstawiany jest tylko jeden pogląd (lewicowy), w 99% przypadkach gdy ktoś z prawej strony się odezwie, dostaje milion downvote’ów na twarz, a w odpowiedziach zamiast jakiejś polemiki jest wzajemne klepanie się po plecach lewaków i mieszanie tego prawicowca z błotem. Wiem ze raczej nie da się tego naprawić (żeby było szersze spektrum poglądów) ale pytanie było o to czego nie lubię, a tego właśnie nie lubię.
  • Jeśli masz jakiekolwiek uwagi lub pomysły co do ogólnego kształtu suba, możesz się nimi podzielić poniżej: (wybór - kilka zacytowałem już wyżej pt. Dyskurs)
Prostokąt mi się znudził, zmieńmy kształt na bardziej obły
Więcej miłości ludzie szanujmy się
Syfu ani tankie nie ma więc jest git, przydałoby się więcej radykalnego centryzmu tho
Memy niezwiązane z Polską nie powinny się tutaj znajdować, od śmiesznych obrazków są subreddity, tutaj wolę inside joke'i, politykę, sprawy związane z krajem itd
Większa zachęta do OC, np. konkursy photoshopek, tworzenia memów, znalezienia ciekawych piosenek, ciekawych ogłoszeń na OLX itp.
No generalnie całkiem miło jest, uwag nie mam, pozdrawiam mamę i modów
Zawsze wrzucajcie kraby na niedzielę handlową
Dajcie nam nosaczem snoo, niedzielę kraba a i kebaba mi kupcie
Mniej lewackiego scierwa, to Polska czy UE?
Upgrade CSSa by się przydał, obecny layout sie starzeje
narodowy agraryzm jedna droga dla kraju
Nie no serio, stahp z tą żabą ;__;
Oddzielnie - kilka komentarzy, które zasługują na odpowiedź:
Nie pamiętam, czy taki eksperyment miał już miejsce albo można spróbować wyłączyć DV. Naprawdę bezsensowny content byłby zgłaszany bezpośrednio moderacji, a uniknęlibyśmy możliwości karania za inne zdanie. Nie jest to ideał, ale nie ma róży bez kolców. - Myśleliśmy kiedyś o tym, ale w dłuższej perspektywie nie ma to sensu z przyczyn technicznych. Otóż DV można wyłączyć tylko na old.Reddit, którego (niestety) używa coraz mniej userów, a nawet tam można to łatwo ominąć (np. poprzez wyłączenie CSS suba).
Dopracowanie i opublikowanie (na wiki lub pasku bocznym) regulaminu / Możliwość filtrowania śmieciowych treści (głównie żab, memów) jest bardzo potrzebna. Ostatnio jest lepiej, ale bywały okresy, kiedy zalewały całą "pierwszą stronę". W takich okresach zupełnie odechciewa mi się wchodzić na tego suba. - Pamiętamy o tym, niestety odpowiedzialny mod ma najwyraźniej braki czasowe.
Bouncer: minimalny wiek konta i karma. Teraz troll po banie zakłada nast. konto i daelj robi swoje :( - Próg karmy obowiązuje na subie od kilku miesięcy. Zaostrzać go nie chcemy, bo to jednak pewna przeszkoda dla poprawnych użytkowników - ot, choćby gdy ktoś chce zadać pytanie z alta.
Może więcej postów po angielsku, co by zagraniczni tu wpadali? Na razie o każde pytanie wchodzą na Poland, a tam jest mało ludzi którzy mogliby potencjalnie pomoc. - Zagraniczni wchodzą na Poland, bo tak brzmi po angielsku nazwa naszego kraju. Tego nie przeskoczymy. Osobiście zachęcam do tego, aby jednak tam zaglądać, i - gdy czujemy się kompetentni - pomagać, odpowiadać.
Wymiany mnie nie ciekawią, jak są tak często. - We wcześniejszej ankiecie w pytaniu o częstotliwość wymian wyraźnie (68%) wygrała opcja "Co dwa tygodnie jest OK" (Rzadziej - 14%).
Szkoda, że subreddit poddaje się ogólnemu trendowi w Polsce i na świecie. "Rozmowy" odbywają się coraz częściej za pomocą obrazków i hieroglifów zamiast słów. - Mimo wszystko mam wrażenie, że i tak Reddit wypada na tym polu dobrze. Może i same posty bywają obrazkowe, ale dyskusje już jak najbardziej - tekstowe.
Dodajcie flair RiGCz na sami wiecie co - W sumie nie wiemy...?
  • Jeśli masz jakieś uwagi co do działań moderacji, podaj je poniżej: - Tutaj można zauważyć sporą liczbę komentarzy narzekających na... zbyt słabą cenzurę. Wybór:
Zbytnia pobłażliwość względem autorów notorycznie toksycznych komentarzy, mimo zgłaszania tychże.
Słaba reakcja na wulgarne posty.
Wprowadźcie prawdziwy stalinizm, a nie ten liberalizm
Więcej banów
Modzi powinni bardziej karać za łamanie regulaminu
Jako że jednak z innych komentarzy, oraz pytań (Jak oceniasz moderację Polska?: średnia 3,95, do tego zob. dwa ostatnie pytania poniżej) wynika, że oceniacie nas pozytywnie (za wszystkie miłe słowa serdecznie dziękujemy, nie chciałem cytować coby nie przesładzać), pozostaniemy chyba jednak przy przyjętej bardziej "liberalnej" polityce ;)
Oprócz tego pojawiały się uwagi nt. niedostatecznie szybkiej reakcji na reporty - jest to wypadkową ww. postawy, ale także zwyczajnego braku czasu. Uspokajam jednak, że banhammer choć czasem nierychliwy, w użyciu jak najbardziej się znajduje.
  • (Jak często spotykasz się z poniższymi sytuacjami) Moderator nadużywa swojej pozycji - średnia 1,8 (tutaj nisko = dobrze), mało odpowiedzi 4-5 (że nadużywa) - zaledwie 3%
  • Moderator słusznie interweniuje - średnia 3,2
  • Brak reakcji moderacji, gdy jest potrzebna - średnia 2,3
  • Obrażanie, mowa nienawiści, nieuprzejme odpowiedzi - średnia 2,5
submitted by pothkan to Polska [link] [comments]


2018.10.03 08:07 SoluriX Infopiguła 01-02.10

Najważniejsze wydarzenia w pigułce - dwa dni w kilkanaście minut. Obraz zachodzących zmian w Polsce i na świecie.
POLSKA 1. Polscy siatkarze 2. raz z rzędu mistrzami świata pokonując w finale Brazylię 3:0. Prezydent Duda nagrodził zawodników Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla polskiego sportu. Z kolei Bartosz Kurek wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju. Siatkarze otrzymają 200 tys. $ do podziału, dla porównania piłkarze za blamaż otrzymali 9,5 mln - PAP
  1. 20 tys. mundurowych protestowało w Stolicy. Złożono petycję do Premiera i Prezydenta. Policjanci domagają się obniżenia wieku emerytalnego, płatnych nadgodzin, wyższych płac o 900 zł/m-c od stycznia odrzucając propozycję Rządu - 650 zł. Strażacy z kolei m.in. chcą nadgodziny płatne 100%, a nie 60%. Służby chcą pełnopłatnych zwolnień chorobowych, podwyższania emerytur przez pracę w innych zawodach po przekroczeniu wieku emeryt. Przestrzegają przed zawaleniem się systemu, bo brakuje chętnych do pracy w służbach ze względu na złe warunki. Rząd powoli ulega żądaniom. Min. Brudziński podkreśla: policjant w poł. 2019 zarobi średnio 1100 zł więcej niż w 2015 - TVN24
  2. Prezes Kaczyński w Bydgoszczy: liberalizm nie służy społeczeństwu, daje przewagę niektórym grupom, służy układowi. Jeżeli ktoś go głosi nie służy temu miastu i tej ziemi, służy "różnym interesom", układowi. Jeśli ktoś jest za interwencjonizmem to służyć może i chce całemu społeczeństwu, walczyć z patologiami - TVN24
  3. Panujące od 3 lat zasady, że fiskus ma rozstrzygać wątpliwości na korzyść podatnika są martwe. Stało się tak tylko w 3 przypadkach. Urzędnicy po prostu przestali miewać wątpliwości, są poza 3 przypadkami zawsze pewni braku racji przedsiębiorcy - Rzeczpospolita
  4. Lekarze z Polskiej Federacji Stow. Chorych Na Astmę i Alergię: w ost. roku z powodu smogu w PL zachorowało kilkaset tys. os., a zmarło 11 tys. Choroby to: astma, nadciśnienie, katar, nowotwory płuc - Rmf 24
  5. Rząd przyjął projekt ustawy o grobach weteranów walk o wolność i niepodległość Polski, która "nakazuje poszukiwanie i pielęgnowanie" grobów bohaterów. Zakłada powstanie spisu takich grobów oraz powołanie funduszu (w ramach IPN), którego celem będzie finansowanie ich opieki i remontów - PAP
  6. Dzięki staraniom BBN, szczątki adm. Józefa Unruga i jego żony Zofii zostały przetransportowane z Helu na pokładzie okrętu ORP Kraków i spoczęły na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni. Unrug, który m.in. dowodził w '39 r. obroną polskiego wybrzeża zmarł w '73 r. we Francji i został pochowany na cm. w Montresor - PAP
  7. Poznański Sąd Apelacyjny uprawomocnił wyrok dla Tow. Chrystusowego 1 mln zł odszkodowania i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty dla kobiety gwałconej w dzieciństwie przez należącego do tej org. ks. Romana B. TCh zapowiada kasację do Sądu Najwyższego - PAP
  8. Komisja weryfikacyjna: decyzje ws. nieruchomości przy ul. Skorupki 6 i Otwockiej 10, naruszyły prawo; m.in. nie ustalono posiadania ich przez dotychczasowych właścicieli/następców prawnych, a przeniesienie roszczeń było rażące sprzeczne z interesem społ. Z kolei nieruchomości przy Skorupki 6 zostały nabyte za 3% realnej wart. - PAP
  9. Min. Infrastruktury przygotowało projekt noweli - usunięcie adresu zamieszkania z prawa jazdy. Cel: dostosowanie do wyroku TK, który uznał za niezgodne z konstytucją wymóg zmiany dokumentu (w tym koszty) w przypadku każdej zmiany zamieszkania - Forsal
  10. Szef PSL W. Kosiniak-Kamysz zdementował jakoby rozważał koalicję z PO: "to, że rozmawiam z G. Schetyną, nie znaczy, że dochodzimy do ustaleń" - PAP
  11. Decyzją warszawskiego Sądu Rejonowego prokuratura zbada powody, dla których Fundacja Lux Veritatis (TV Trwam i Radio Maryja) odmówiła Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska udzielenia info publiczne o wydatkach środków publ. Początkowo uznano, że fundacja nie działała umyślnie, jednak tym razem sąd przychylił się do zażalenia aktywistów - Press
  12. K. Słowiński przew. bydgoskiego KOD uderzył lokalnego radnego B. Dzakanowskiego megafonem w twarz, gdy ten stanął w obronie obrażanej przez Słowińskiego kobiety tuż przed spotkaniem z M. Morawieckim. Sprawą zajmie się prokuratura, Słowiński odmawia komentarza - TVP Info
  13. Sztab R. Trzaskowskiego jako jedyny nie podpisał porozumienia ws. zasad debaty kandydatów na prez. stolicy, mimo, że to właśnie on miał być jej organizatorem - TVP Info / Twitter
  14. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał kelnera Jarosława G. winnego kradzieży obrazu "Gęsiarka" z Kancelarii Prezydenta skazując go na 3 lata w zawieszeniu i 3 tys. zł grzywny nie dając wiary wyjaśnieniom, jakoby kupił obraz za 100 zł pod stołeczną Halą Mirowską - PAP
  15. A. Sapkowski, autor Wiedźmina, domaga się do CD Projekt co najmniej 60 mln zł ponad to, na co umówił się ze spółką. Wg autora firma osiągnęła zbyt wysokie korzyści przy eksploatacji utworu względem zapłaty Sapkowskiemu. CDP uważa żądanie za bezpodstawne, Sapkowski sam przystał na wcześniejsze warunki - PAP
  16. Prezydent Duda dla "Sieci": przez "gęsty kalendarz" referendum ws. konstytucji nie będzie poruszane przez najbliższych kilkanaście miesięcy - PAP
  17. Polska przegrała z Niemcami 0:1 w finale MŚ piłki nożnej 6-osobowej zajmując w turnieju 2. msc - TVP Sport
  18. Min. Infrastruktury Andrzej Adamczyk, jedyny minister, który stał się magistrem już po otrzymaniu tzw. teki konsekwentnie odmawiał dziennikarzom podania szczegółów, czy tytułu pracy dyplomowej w Społecznej Akademii Nauk w Olkuszu. Teraz chce go do tego zmusić Woj. Sąd Admin. w Łodzi uznając, że wykształcenie ministra jest info publiczną. Uczelnia składa kasację do NSA - Fakt
  19. Krzysztof Piątek (Genua, włoska Serie A) na razie z 8 strzelonymi bramkami najskuteczniejszym strzelcem czołowych lig Europy - Futbol Total
  20. Rząd wycofuje się z wielu zapisów ustawy o ochronie zwierząt. Psy dalej będą na łańcuchach, tyle że min. 5 m jak głosi nowela, nie będzie likwidacji ferm zwierząt futerkowych - Śledczy24
  21. Posłanka PiS Joanna Lichocka, członkini Rady Mediów Narodowych zdradza: ustawa dekoncentrująca media jest już gotowa, poczeka jednak na dogodny politycznie moment, bo może wywołać nowy duży konflikt z UE. Wyraziła przekonanie, że choć projektu nie czytała, to jest on bardzo dobry i poważny. Ustawa ma wprowadzić zachodnie standardy, ale może nie spodobać się "wydawnictwom niemieckim i szwajcarskim" - Wirtualne Media
  22. Poseł PO Sławomir Nitras pogroził sądem dziennikarzowi Witoldowi Repetowiczowi, gdy ten przytoczył z przeszłości jego krytykę polskiej pomocy dla uchodźców na Bliskim Wschodzie - wPolityce
  23. Polscy piloci balonów Mateusz Rękas i Jacek Bogdański zwyciężyli najbardziej prestiżowy konkurs w tej dyscyplinie - puchar Gordona Bennetta. W 50h przelecieli 1145 km i wylądowali pod Ostródą - Facebook
ŚWIAT 1. Bilans zabitych w piątkowym trzęsieniu ziemi i następującym po nim tsunami, które nawiedziły indonezyjską wyspę Celebes wzrósł z 844 do 1234 os. Żywioł zniszczy doszczętnie >1700 domów - PAP
  1. Min. transportu Polski, Czech, Słowacji i Węgier (V4) podpisali wspólną deklarację o budowie kolei dużych prędkości łączącą stolice tych krajów. Zapowiedziano powstanie grupy roboczej przygotującej studium wykonalności projektu m.in. oszacowanie kosztów - PAP
  2. Słowacja: 4 os. aresztowane w zw. z zamordowaniem w lutym dziennikarza śledczego J. Kuciaka, co wywołało w kraju kryzys polityczny. Wg mediów jest wśród nich morderca - b. policjant Tomasz Sz. 3 os. odwołały się od decyzji ws. aresztowania, co oznacza, że ich sprawą zajmie się SN. Sprawca otrzymał za zlecenie 70 tys. euro - PAP
  3. Wg Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka dysponującego własną siecią informatorów, w ciągu 3 lat Rosjanie zabili w Syrii 18,1 tys. os., w tym 8 tys. cywilów (3135 kobiet i dzieci) - PAP
  4. Macedonia: 90,8% głosujących w niedzielnym referendum opowiedziało się za zmianą nazwy kraju na "Republika Macedonii Północnej". Nie osiągnięto wymaganej frekwencji 50% (głosowało 43,57%), jednak premier wezwał nacjonalistyczną opozycję do uszanowania "demokratycznej woli obywateli", grożąc, że w przeciwnym razie kraj czekają przedterminowe wybory jeszcze w tym roku - PAP
  5. Kanada, USA i Meksyk porozumiały się ws. "nowej, zmodernizowanej umowy handlowej na XXI w." Kanadzie udało się m.in. wynegocjować ochronę rodzimej branży kulturalnej i mediów kosztem otwarcia chronionego dotychczas rynku mleczarskiego (o co zabiegał Trump). USA z kolei zniosą cła na import stali i aluminium, oraz nie nałożą ceł na kanadyjskie samochody i części poniżej określonej kwoty - PAP
  6. Hiszpania: 43 os. ranne, w większości policjanci, którzy bronili dostępu do katalońskiego parlamentu w Barcelonie przed tłumem domagającym się proklamowania niepodległości regionu. Hiszpańskie władze uznają szefa regionalnego rządu, Q. Totrrę, współwinnym zamieszek, gdyż zachęcał manifestantów do "naciskania" - PAP
  7. J-C Juncker stwierdził, że planowany włoski deficyt budżetowy może wpędzić Włochy w kryzys podobny do greckiego. Wicepremier Włoch L. Di Maio uznał to za cios poniżej pasa oraz chęć obalenia jego rządu, przez - jego zdaniem - członków KE reprezentujących Macrona, czy Merkel. Wicepremier Salvini: UE nie ma czego szukać we Włoszech ze swoją krytyką. "Nie obchodzi mnie opinia UE, zrobię co zechcę" - dodaje
  8. Wg hiszpańskiego dziennika "El Espanol" dżihadyści IS i Frontu An-Nusra zwerbowali do walk na Bliskim Wsch. 223 Hiszpanów, w tym 23 kobiety i 4 niepełnoletnich. Działania na ogół prowadzili na portalach społ., głównie na FB - PAP
  9. Twórca internetu Tim Berners-Lee w tym tygodniu ma uruchomić startup Solid mający zdecentralizować internet w myśl swego marzenia w którym ludzie kontrolują swoje dane a internet jest darmowy i otwarty - NPV
  10. Wicepremier Włoch M. Salvini chce w trybie pilnym wnieść pod obrady Rady Ministrów projekt chemicznej kastracji zboczeńców po gwałcie imigranta na 70-latce z Mediolanu - Il Giornale
  11. Syria: z zainicjowanej w ub. roku akcji "Otwarte Szpitale" - czyli darmowa opieka zdrowotna dla ofiar wojny w 3 katolickich szpitalach - skorzystało już >10 tys. os., z których 95% to muzułmanie
  12. W zw. nagraniem pokazującym jak w węgierskim konsulacie w obw. zakarpackim wręczane są paszporty Węgier Ukraińcom, ukraińskie MSZ zapowiada wydalenie tamtejszego konsula, jeśli Budapeszt sam go nie odwoła do końca tyg. Wg Kijowa próbuje on zdestabilizować region - PAP
  13. Ukraina zapowiedziała budowę na wybrzeżu M. Azowskiego bazy marynarki wojennej m.in. w celu ochrony przed rosyjską aktywnością w akwenie i umożliwieniem sobie reakcji na jej ew. prowokacje - PAP
  14. Tureckie służby wydały nakaz aresztowania 417 os. podejrzanych o wytransferowanie na >28 tys. amerykańskich kont 2,5 mld lirów (ok. 1,5 mld zł), za które mieli otrzymać prowizję. Wg tureckich władz to próba osłabienia gosp. i finansowego bezpieczeństwa Turcji - PAP
  15. J. P. Allison i T. Honjo laureatami Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii za "odkrycie terapii przeciwnowotworowej przez zwolnienie hamulców reakcji immunologicznej" otrzymując 9 mln koron szwedzkich (ok. 870 tys. €) do podziału. Naukowcom udało się "zmobilizować" układ odpornościowy do zwalczania komórek nowotworowych, odblokowując jego wrodzone mechanizmy. Organizm sam radziłby sobie ze zmienionymi komórkami, gdyby te go nie "oszukiwały" - PAP
  16. Wlk. Brytania, "wojna" ideologiczna między transwestytami, a feministkami, które nie chcą uznać ich za pełnoprawne kobiety. Transwestyci oskarżają feministki o bycie grupą nienawiści, a 1 z nich został nawet skazany za pobicie feministki - BBC
  17. Japońscy naukowcy wynaleźli nowy rodzaj metalu, który wytrzymuje w bardzo wysokich temperaturach 1600 stopni. Może być stosowany w turbinach gazowych elektrowni, czy silnikach odrzutowych - Nature
  18. Facebook przyznał rację naukowcom, których śledztwo wykazało, że portal sprzedaje numery telefonów uzyskane od użytkowników w ramach polit. bezpieczeństwa, wskutek instalacji Messengera, czy synchronizacji kontaktów - Gizmondo
  19. Wlk. Brytania, Telford. The Sun przytacza historię 19-l. kobiety, która od 12 roku życia przez 4 lata została zgwałcona przez 70 Pakistańczyków spośród których tylko 1 trafił za kraty na 3,5 roku. Kobieta domaga się sprawiedliwości, by sprawcy przestali to robić innym dziewczynkom
  20. Po 10 latach naukowcy opracowali skórę w sprayu dla ciężkich przypadków oparzeń zamiast przeszczepu. Spryskanie pokrywa spaloną powierzchnię ciała cienką warstwą komórek, które odrastają i leczą ranę. Spray o nazwie ReCell powstaje z pobranego fragmentu skóry - NBC News / Human 2.0
  21. Francuski państwowy producent czołgów GIAT zapłacił 6.5% prowizji biznesmenowi ze Zjedn. Emiratów Arab., by ten skorumpował niemieckich urzędników celem uchylenia zakazu sprzedaży broni na Bliski Wschód. Tak dograno kontrakt na dostawę 388 czołgów Leclerc z niemieckimi silnikami - Wikileaks
  22. Rosyjski dziennikarz Siergiej Kaniew ujawnia, że rosyjski agent A. Czepiga zidentyfikowany jako zamachowiec na życie Skripala dowodził operacją wywiezienia do Rosji byłego prezydenta Ukrainy W. Janukowycza - PAP
  23. Indie, odkryto skalne rysunki sprzed kilkunastu tys. lat nieznanej dotąd cywilizacji ukryte pod warstwą błota i ziemi. Przedstawiają one ludzi, zwierzęta i rysunki geometryczne. W tym nosorożce i hipopotamy, które nie występowały na tym terenie, więc ludzie ci mogli przybyć z Afryki - WP
  24. Papua Nowa Gwinea, sfotografowano kangura nadrzewnego Wondiwoi, uznanego za wymarłego od 1928 - National Geographic
ŚWIAT A POLSKA: 1. Hiszpański sąd wysłał do Sądu Okręgowego w Rzeszowie szereg zapytań o niezależność sądów, bo nie jest pewny czy może wydać Polsce Hiszpana poszukiwanego Europ. Nakazem Aresztowania. To wynik wyroku TSUE z końca lipca, mówiącego że każdy sąd w UE musi sam zdecydować, czy polski sąd zapewni sprawiedliwy proces - Onet
  1. Niemcy, Polska 56-l. śpiewaczka operowa z Moguncji mieszkająca 30 lat w Niemczech miała zostać napadnięta przez 3 bojówkarzy Antify po udziale w demonstracji przeciw przemocy. Napastnik miał do niej krzyczeć - ty polska dz…o (posiadała polską flagę) i rzucił w kierunku nadjeżdżającego auta, które wyminęło kobietę
  2. Dyrekcja szkoły średniej w Londynie przeprasza za obraźliwe uwagi nt. imigrantów z Polski w pomocy naukowej do geografii, wg której Polacy są przyczyną bezrobocia Brytyjczyków i nie płacą podatków. Wg danych rządowych przeciętny imigrant z UE wpłaca do budżetu więcej niż przec. Brytyjczyk - Rmf 24
POZYTYWNE INFO Orlen przejął 100% czeskiego koncernu petrochemicznego Unipetrol. Zwiększy tym samym produkcję i znaczenie w Europie, zyskał ponad 400 czeskich stacji paliw Benzina - Business Insider
pozdrawiamy
Drago&Sou
submitted by SoluriX to Polska [link] [comments]


2018.08.27 13:11 SoleWanderer Jacek Dehnel: Do przyjaciół katolików

Kiedy ksiądz przyjdzie po kolędzie, przyjmijcie błogosławieństwo, bo błogosławi Was bóg, w którego wierzycie, a nie funkcjonariusz; ale potem odważnie powiedzcie funkcjonariuszowi to, co mówicie mnie w prywatnych rozmowach. A kiedy wyciągnie rękę po kopertę, powiedzcie, że dopóki kościół nie rozliczy się z pedofilii, będziecie przekazywali te pieniądze na jej ofiary.
Mam jednak sporo znajomych, a może nawet przyjaciół, którzy są wierzącymi katolikami. Poznałem ich jako ludzi głęboko – na ile mogę to ocenić – przyzwoitych, wyrozumiałych, szanujących godność bliźniego, stawiających sobie prawdziwe, nie pozorne wymagania. Wiem, że zasady te, które wprowadzają w życie, biorą nie tylko ze swojego sumienia, ale również z tej wiary i zasad ewangelicznych. Są częścią tego kościoła i jest to dla nich ważne. Nie rozumiem tego – jak wielu rzeczy zresztą; nierozumienie to ważna część ludzkiego doświadczenia – ale to uznaję. Do nich – do Was – kieruję ten list.
Jak wiadomo, kościół katolicki ma swoją strategię, określającą, co znaczy „kościół”. Zmienia ją w zależności od tego, jak mu wygodniej – czasem to ogół wszystkich wiernych (tak mówi teologia), czasem warstwa hierarchów (tego wymaga sprawowanie władzy). A zatem: kiedy trzeba przejąć majątek, wymusić na posłach ustawę, przejmują hierarchowie, decydują hierarchowie. „Kościół jest za zaostrzeniem ustawy aborcyjnej” – mówią, choć przecież ogół wiernych w Polsce jest przeciwko temu. A kiedy dochodzi do ujawnienia skandalów pedofilskich, mówią: „To zrobił jakiś ksiądz, a nie kościół; kościół to ogół wiernych!”.
Was jednak, wiernych, obowiązuje, jak sądzę, teologia, nie doraźna polityka. Moi znajomi i przyjaciele katolicy! Jesteście ludźmi, jak mówiłem, przyzwoitymi. Odbyłem z Wami dziesiątki rozmów i za każdym razem słyszałem mniej więcej to samo. Zapewnialiście mnie, że nie akceptujecie kościelnej homofobii, ukrywania księży pedofilów, siania nienawiści; wstydziliście się brunatnych fojermarszy na Jasnej Górze – w najświętszym ponoć miejscu polskiego katolicyzmu – wstydziliście się oburzających, nieludzkich kazań księży i biskupów. Nie mam powodu, by wątpić w prawdziwość Waszego wstydu i żalu. I dziękuję Wam za to, bo są to rzeczy ważne i niepomijalne.
Równocześnie jednak myślę o tej scenie z „Trzech billboardów za Ebbing, Missouri”, którą od paru dni ludzie zaczęli powszechnie wklejać (ku oburzeniu wielu wierzących zresztą). Frances McDormand zwraca się tam do księdza i porównuje go do członka gangów z Los Angeles i mówi, że nawet jeśli ksiądz siedzi sobie na pięterku, czyta Biblię i ćmi fajeczkę, a jego kolega gdzieś indziej gwałci ministranta, to i on jest temu winien.
Mam problem z tą sceną – odpowiedzialność zbiorowa zawsze bowiem prowadzi do wypaczeń, jeśli ma się wiązać z odpowiedzialnością karną. Ale niekoniecznie, kiedy mówimy o kwestiach etyki i subtelniejszej odpowiedzialności.
Powszechnie i systemowo Dziś wiemy z coraz większej liczby źródeł, że kościół katolicki dokonywał tuszowania przestępstw pedofilii w sposób powszechny i systemowy. Powszechny, to znaczy, że działo się to w wielu miejscach, a nie tylko w jednej czy dwóch parafiach, niechby i diecezjach, które trafiły w ręce złych ludzi. I systemowy, co znaczy, że obowiązywały tu ustalone reguły. Nie tylko tajna instrukcja „Crimen sollicitationis”, ale też pewien modus operandi, stały dla wszystkich dotychczas przebadanych miejsc (i dobrze podsumowany w siedmiu punktach przez amerykańsko-izraelską artystkę i prawniczkę Ephrat Livni):
Używać zawsze eufemizmów: nie „gwałt”, tylko „niestosowne kontakty”. Nie prowadzić śledztwa rękami fachowców, tylko innych duchownych. Dla pozorów wysyłać oskarżonych księży do kościelnych centrów psychologicznych i tam ich „diagnozować”, czy są pedofilami, głównie na podstawie nieweryfikowanych zeznań sprawców, a nie tego, czy faktycznie dopuścili się molestowania dziecka. Jeśli ksiądz zostaje przeniesiony, nigdy nie wyjaśniać wiernym powodów lub podawać fałszywe, np. „urlop zdrowotny”. Nawet jeśli ksiądz gwałci dzieci, nadal dawać mu dach nad głową i pieniądze na życie, choćby miało to mu pomóc w popełnianiu kolejnych gwałtów. Jeśli społeczność się na nim pozna, nie usuwać go ze stanu duchownego, tylko przenieść gdzie indziej, gdzie nikt nie będzie wiedział, że wykorzystuje dzieci. Wreszcie za żadne skarby nie mówić policji. Choć to przestępstwo, nigdy nie traktować go w ten sposób, tylko „prać we własnym domu”. Wiemy – choćby z reportaży Justyny Kopińskiej i Marcina Kąckiego, ale również z publicznych wypowiedzi hierarchów – że zasady te, przynajmniej częściowo, wprowadzane były również w Polsce, w Waszej bezpośredniej wspólnocie (może zresztą i wszystkie, tego jeszcze nie wiemy, bo kościół w Polsce się nie oczyścił).
Kościół, czyli Wy Ale tu na chwilę się zatrzymajmy. Cóż to znaczy, że kościół ukrywał przestępstwa, przenosił księży, nie informował policji? Że umożliwiał popełnianie kolejnych przestępstw, że pchał w ręce tych samych gwałcicieli kolejne ofiary. Co znaczy, że robił to KOŚCIÓŁ?
Jako niewierzący nie mogę traktować teologii katolickiej jako wykładni, ale Wy – możecie i, jak rozumiem, nawet powinniście. Jeśli kościół tuszuje zbrodnie, to Wy je tuszujecie. Bo to Wy jesteście kościołem. Nie biskup czy kardynał taki czy śmaki, ale Wy. Wszyscy. Co wynika, paradoksalnie, nie z filmowego monologu, ale z samej esencji Waszej wiary. To Wasz kościół, Wasza wspólnota i, niestety, Wasza wina.
Co mógłby zrobić polski kościół katolicki, gdyby chciał faktycznie, nie pozornie, zmyć swoje winy? Na początek to, co zrobiono w Irlandii, Australii, diecezjach w USA: powołać komisję z przedstawicielami osób świeckich (w tym ofiar), dziennikarzami, i siłami fachowymi (policja, prokuratorzy, historycy), na której czele mogłaby dla większej przejrzystości – jak w Holandii – stanąć osoba innego wyznania. Komisja taka z jednej strony działałaby w oparciu o dotychczas zgromadzone przez kościół archiwa, a z drugiej – zwróciłaby się z apelem do ofiar o składanie zeznań, co pozwoliłoby rozpoznać skalę problemu. Następny krok to masowe przekazanie zgromadzonych spraw do rozpoznania organom ścigania i sądów. A także deklaracja, że kościół wypłaci ofiarom odszkodowania – i wypłacanie tychże. Wreszcie: pozbawienie honorowych funkcji i – za pośrednictwem Watykanu – godności biskupiej i kardynalskiej tych hierarchów, którzy tuszowali sprawy, oskarżali i zastraszali ofiary, przenosili pedofilów do kolejnych parafii, gdzie mogli wykorzystywać kolejne dzieci.
Czy kiedykolwiek do tego dojdzie? To zależy od Was.
Stanąć po stronie słabych i skrzywdzonych Pozwólcie teraz bowiem, że powrócę się do Was i tych naszych rozmów, w których wyrażaliście swój – powtórzę – szczery żal i wstyd (za który raz jeszcze dziękuję) za to, jak Wasza wspólnota krzywdzi wielu Waszych współobywateli.
Wielu z Was zadawałem to samo pytanie: no dobrze, jesteście przeciw, wstydzicie się, zgoda. Ale co z tym robicie dalej? Czy Wasze słowa ograniczają się do rozmów ze mną i z innymi i do fejsowych statusów, czy faktycznie coś robicie w ramach swojej wspólnoty? Parafii, dekanatu, diecezji, wreszcie kościoła polskiego i powszechnego?
Ile razy Was o to pytałem! Czy ktokolwiek z Was napisał list do biskupa? Skrzyknął swoich bliskich, innych wiernych z parafii i wyraził publicznie oburzenie na ręce proboszcza, dziekana, episkopatu? Jesteście laikatem, jesteście kościołem, gdzie ten wspólny głos? Czy choćby raz zrezygnowaliście z tej wygody, jaką daje kładzenie uszu po sobie? Powiedzieliście cokolwiek choćby w czasie dorocznej wizyty duszpasterskiej, kolędy? To jest wprost Wasz obowiązek, wynikający z katechizmu: Stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności, jakie posiadacie, przysługuje Wam prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra kościoła.
Ale zawsze słyszałem to samo. Ani razu ani jedna osoba nie powiedziała mi, że kiedykolwiek, choćby raz, że rozmawiała z księżmi o grzechach kościoła, że mówiła o nich na forum parafii czy diecezji.
Dziś pewna pani, czytelniczka „Lali”, kiedy ją o to zapytałem, obruszyła się, że kolęda to nie czas na takie demonstracje, że byłoby to złamanie praw gościnności i z pewnością moja babcia mnie tego nauczyła. Otóż nie, moja babcia nauczyła mnie czegoś wręcz przeciwnego – kiedy w czasie wojny, już po zamknięciu gett, we wsi pojawił się nowy ksiądz i przyszedł z wizytą, żeby się przedstawić, po czym zaczął wygłaszać jakieś antysemickie komentarze, to najpierw został za to objechany, a potem go wyproszono z domu i zakazano mu się tam więcej pokazywać (zaproszenie dostał dopiero, kiedy przeżył radykalną przemianę). Tego mnie nauczono: opowiedzenie się po stronie słabych i krzywdzonych jest stokroć ważniejsze niż jakiekolwiek konwenanse.
Nie lękajcie się Apeluję zatem do Waszych sumień. Nie dlatego, że zamierzam Was upominać z jakiejś pozycji moralnej wyższości. Nie. Apeluję do nich, ponieważ wierzę, że je macie. I że jesteście ludźmi prawymi.
Zróbcie coś.
Zorganizujcie się. Protestujcie przeciwko grzechom Waszej wspólnoty: pedofilii, sianiu kłamstw i nienawiści, homofobii, ksenofobii. Piszcie listy do proboszczów, dziekanów, biskupów, papieża. Kiedy ksiądz przyjdzie po kolędzie, przyjmijcie błogosławieństwo, bo błogosławi Was bóg, w którego wierzycie, a nie funkcjonariusz – ale potem odważnie powiedzcie funkcjonariuszowi to, co mówicie mnie w prywatnych rozmowach. Bo to jest również jego i Wasza wina, bo wszyscy należycie do kościoła. A kiedy wyciągnie rękę po kopertę, powiedzcie, że dopóki kościół nie rozliczy się z pedofilii, będziecie przekazywali te pieniądze na jej ofiary. I róbcie to. Nie bójcie się go. Nie lękajcie się. Na sądzie, w który wierzycie, nie będziecie sądzeni za to, czy proboszcz się na was nie dąsał, ale za to, czy broniliście krzywdzonych.
Pamiętajcie, że zgodnie z Waszą religią – i to w niej jest dla mnie, niewierzącego, najpiękniejsze – każde dobro i każda krzywda, wyrządzane bliźniemu, są wyrządzane bezpośrednio bogu. Zatem kiedy ksiądz gwałci bezbronne dziecko, gwałci Jezusa Chrystusa. Kiedy biskup kryje przestępcę i pozwala mu gwałcić kolejną ofiarę – pozwala, by ten ksiądz zgwałcił Jezusa Chrystusa po raz kolejny. Kiedy oskarża niewinnie ofiarę i zniesławia ją przed społecznością, w której ta ofiara żyje, tak że ta musi się stamtąd wyprowadzić – zniesławia i szykanuje Jezusa Chrystusa. Bo cokolwiek czyni jednemu z tych najmniejszych, jemu czyni. To właśnie Jezus powiedział w swoim ostatnim kazaniu w Świątyni Jerozolimskiej. Zanim został zamordowany na polecenie duchownych.
Sauce: http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,23829830,jacek-dehnel-do-przyjaciol-katolikow.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Warszawa_Wyborcza
Autor postanowił przekazać wynagrodzenie za niniejszy artykuł na wsparcie wyjazdu Jakuba Lendziona i Katarzyny Bierzanowskiej do siedziby ONZ. Jakub Lendzion planuje w siedzibie organizacji opowiedzieć o szkodliwości terapii konwersyjnej w Polsce, reklamowanej jako "leczenie homoseksualizmu".
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2018.06.19 21:42 shydude92 Nalezal nam sie remis

A jednak znow porazka, i wszystko przez bledna decyzje sedziego. Naprawde stracilem juz rachube ile to razy bledy w sedziownaniu na mistrzostwach swiata lub Europy wyszly na nasza niekorzysc. Wiekszosc z nas zapewne pamieta do dzis podyktowanie przez sedziego Howarda Webba rzutu karnego w meczu z Austria podczas mistrzostw Europy w 2008 dzieki ktoremu wyszlismy ze wspomnianego spotkania tylko z remisem, co jak sie pozniej okazalo przekreslilo jakiekolwiek szanse mielismy na wyjscie z grupy. A wczesniej w 2006 roku? Niewiele lepiej. Co prawda nie byl to wtedy blad sedziowski ale pech tak czy owak. W spotkaniu z Niemcami bylismy caly czas atakowani, jak to niestety mozna bylo sie spodziewac tym bardziej biorac pod uwage ze reprezentacje mielismy o wiele slabsza niz obecna, ale Boruc skutecznie bronil. Niemiecki atak trzy czwarte meczu spedzal na obrzezach polskiego pola karnego, jednak nie mogl sie doczekac wymarzonej bramki...az do 93 minuty kiedy akcja z rzutu roznego zakonczyla sie dla Niemcow sukcesem a o bramce wyrownujacej nawet nie bylo co mowic gdyz byla to jedna z ostatnich akcji calego spotkania. I tak jak w 2008 roku--gdybysmy tylko wywalczyli ten jeden punkt, wyszlibysmy z grupy a tak odpadlismy i znowu media probowaly wzniesc sztuczna i pusta ekscytacje przed nastepnym meczem jak to "gramy o honor" choc tak naprawde nie bylo o co grac. Zreszta, jesli nie wygramy nastepnego meczu z Kolumbia to i z awansem w tych mistrzostwach mozemy sie pozegnac. Jedyna dobra wiadomosc to taka ze Kolumbijczycy tez przegrali wiec nastapila kuriozalna sytuacja, gdzie te druzyny ktore wszyscy typowali na faworytow znajduja sie teraz w trudnej sytuacji, natomiast Japonczycy i Senegalczycy ktorych chyba nikt nie typowal maja sie naprawde swietnie. O ile pamietam w meczu z Portugalia w Euro 2016 tez byly jakies niefortunne decyzje sedziego co spowodowaly ze w ogole doszlo do rzutow karnych w tym spotkaniu, a gdybysmy tylko ten jeden mecz wygrali, mielibysmy naprawde duze szanse na zdobycie tytulu. Nie bylo mnie jeszcze na swiecie w 1974 roku, jednak moj ojciec ktory pamieta dobrze te czasy mowil ze w meczu z Niemcami tez zdarzaly sie pechowe sytuacje, wszystkie na niekorzysc Polakow.
Jednak wracajac do tematu dzisiejszego spotkania--druga bramka Senegalu to prawdziwy skandal. Od kiedy to sedzia pozwala zawodnikowi wrocic na boisko kiedy tylko mu sie tego zechce? Normalnie sie czeka na jakies zatrzymanie akcji, rzut wolny albo rzut z autu ale w tym wypadku sedzia sie w ogole tym nie przejmowal i nonszalancko zawodnika wpuscil spowrotem do gry akurat wtedy gdy Senegalczycy znajdowali sie w bardzo dobrej sytuacji i ten zawodnik byl wtedy wyjatkowo potrzebny. Ale prawda jest taka, ze gdyby go wtedy nie wpuszczono to bramki by nie bylo, a gdyby Krychowiak wiedzial ze zaraz pojawi sie jeszcze jeden z przeciwnikow, zapewne tego podania by nie wykonal. Oczywiscie, nie wiadomo jak akcja by sie powiodla gdyby nie ta decyzja sedziego. Co prawda, przegrywalismy juz 0:1, i wcale nie bylo to nasze najlepsze spotkanie, ani nie jest tez przesadzone ze Krychowiak by trafil w 86 minucie zeby uratowac remis, jednak byloby o wiele latwiej. Senegalczycy byli niestety lepsza druzyna przez wiekszosc meczu, ale jak historia pokazuje nie zawsze lepszej druzynie przychodzi wygrywac, a mysle ze jednak ten remis bysmy uratowali. Bysmy, ale nie uratowalismy, i teraz mamy prawdziwa droge pod gorke zeby tylko wyjsc z grupy. Nic nie jest jeszcze przesadzone, w 2010 roku Hiszpanie przegrali pierwsze spotkanie po czym wygrali caly mundial, jednak na pewno bedzie teraz o wiele trudniej, a wcale tak byc nie musialo gdyby nie jedna glupia decyzja sedziego.
Mam 25 lat i nigdy dotychczas w moim zyciu reprezentacja Polski nie wyszla z fazy grupowej na mistrzostwach swiata. Mam nadzieje ze w tym roku bedzie inaczej.
submitted by shydude92 to Polska [link] [comments]


2017.08.09 12:38 Pan_Tofel Spotkanie moje ze Sraco Hemingwayem

Drodzy moi, nie minie rok czasu jak jechałem nad polskie piękne Mazury pociągiem relacji Katowice-Suwałki, to miały być złote wakacje, grill jedzony do późna, pity zimny harnaś z wody, spływ wąskimi rzeczkami wykonany kajakami, żyć nie umierać, ale niestety, traf chciał że w pociągu spotkałem polskiego pisarza piosenek i wykonawcę Taco Hemingwaya. Teraz otrząsam się z obrzydzenia i strachu kiedy opisuję wam po raz pierwszy spotkanie z tym Wąsatym Zajebańcem. A było to tak: Ósmego czerwca słońce piekło i prażyło ostro, aż skóra skwierczy. Czekam na peronie. Opóźniony pociąg TLK, stara konserwa, wreszcie wtacza się na stację. Do tej pory na peronie byliśmy tylko ja, typowy No-name tudzież random i stary dziad pijaczyna z czerwono mordo. I ten dziad szedł za mną do pociągu co właśnie nadjechał, przebierając tak jakoś śmiesznie nogami, jakby zaraz miał się wyjebać. Nagle podniósł znacząco rękę i szarpnął mnie za ramię, żebym się nachylił. Nachyliłem się, a on do mnie że niektórzy jeżdżą pendolino, a my spierdolino. Spierdolino, czaisz? Ciągnął się za mną jak smród po gaciach, zgubiłem go dopiero gdzieś w trzecim wagonie przez które przebiegałem jak najszybciej żeby zerwać się z łańcucha smrodu co mnie pętał. Rozpędzony wpadłem do przedziału. Mój wybór padł na ten pośrodku wagonu, bo po jednej i drugiej stronie siedzieli kibole, pewnie z jakiegoś meczu ekstraklasy, i gdy jeden przedział wołał Arka Gdynia, drugi odpowiadał zgodnym i zdecydowanym głosem Kurwa Świnia, jak harcerze. Arka Gdynia – Popłuczyna. I te pe. Ryczeli tak całą drogę i co rusz szykowałem się na wklepę. Wchodzę więc do przedziału gdzie uchylone okno wieje smutkiem, pomiędzy nie a framugę włożono butelkę plastikową Cisowianka żeby się nie zamknęło i trzeszczy kiedy wiatr mocniej dmie i huka. Pod oknem, z nogą założoną na nogę, siedział chłopak w koszuli z wąsem i włosami na paście stylizacyjnej ułożonymi, w którym poznałem właśnie skądinąd znanego polskiego raperzystę Taco. Dość onieśmielony tym dziwnym spotkaniem na Śląsku i celebrycką łuną, która zdawała się z niego emanować jak aureola, kiwnąłem mu tylko głową i siadłem w kącie po przeciwnej stronie. Nawet mi nie odpowiedział na skinienie, tylko dalej siedział jak posąg. A tak cię lubiłem, pomyślałem sobie. A może nie dostrzegł? Chrząknąłem więc i powiedziałem elo trzy dwa zero, na co on podniósł jednak rękę. Tu się zdziwiłem, bo na palcach miał liczne pierścienie, sygnety, kastety złote i srebrne, którymi musieli mu płacić sołtysi polskich wsi i miast, urządzający na swojej ziemi festyny z laną Warką i mordobiciem, a że trzeba czymś przyprawić prowincjonalne rozrywki, sprowadza się warszawskiego gwiazdora rapu Taco Hemingwaya aby popurkał coś sobie do mikrofonu. Z tych Hemingwayów? Tak, hehe mordo. Zaskoczony, cicho go sonduję czy jest to rzeczywiście Taco H. W Internetach znajduję jego zdjęcie i porównuję, stwierdzając z satysfakcją że to na pewno jednak on, siedzi tu przede mną taki sam jak na zdjęciach. Wyjątkowej okazji nie mogę przepuścić, ale co robić? Dwadzieścia minut jedziemy tak w milczeniu, on prawie nieruchomo, nad głową chybocze mu się walizka. Ja już nawet myślę, że fajnie jakby spadła, byłoby o czym zagaić. Ale nie leci. Zdesperowany, w akcie spontanticznej zabawy puszczam sobie na słuchawkach sławną piosenkę Sześć zer, której autorem jest mój współpasażer Taco i niby to przypadkiem - „sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć” - nucę pod nosem raz ciszej, raz gorzej, bo szczerze, nie jestem aż takim fanem żeby w całości znać tekst xD Na nic jednak moje wysiłki. Odpinam więc słuchawki i trzymając telefon na wysokości klatki piersiowej pozwalam żeby telefon śpiewał głośno na cały przedział Sześć zer, aż w uchu dudni. Taco jednak nie reaguje. Głuchy, czy co? No bez przesady. Wstaję i siadam obok niego tyłem do kierunku jazdy i podstawiam mu telefon pod twarz. Co pan, zwariowałeś? pyta. Żryj. Żryj muzę chcę powiedzieć, zamiast tego pytam grzecznie: Pan jest może Takiem Hemingwayem? Taco zastanawia się i mówi: Nie. Jestem kuzynem Taco, ludzie często nas mylą na ulicy. Nazywam się Srako. Srako Hemingway. Aha – mówię, tracąc sympatię. To aż dziwne że ludzie tak mogą być do siebie podobni. Niezainteresowany, wracam na swoje miejsce, nie będę typa gnębić, bo i po co? Chociaż sprawa wydaje mi się śmierdzieć. Jem bułkę z jajkiem xD i paluszki. Po jakiejś godzinie w wagonie zaczyna straszliwie jebać, jakby ktoś napierdział tu bez krępacji po spożyciu czegoś straszliwego. Ale jeśli nie ja, to kto? Spoglądam na Srako i widzę, że się poci i z trudem na mnie nie patrzy. Obserwuję go kątem oka. Po pół godzinie dramat. Smród znowu jakby szambo wybiło. Srako poprawia się na siedzeniu, podnosi nogę, przekłada, a spod niego wylewa się coś ciekłego w czym z dużym niesmakiem rozpoznaję chyba rzadkie gówno, cieknie po siedzeniu i jasnych Levisach opinających mu brudną dupę. Ty, zesrałeś się? – pytam. Ja? pyta. Tak, ty. Nie, chyba zwariowałeś – mówi obrażony. Ale cóż z tego co mówi jak gówno dalej z niego cieknie niczym z zaworu, wypełniając mi nos smrodem a serce przerażeniem. Idź do kibla, nalegam. On, uparty, puka się tylko w czoło jakby nie było żadnego problemu. Jedziemy więc dalej, w podróży, ja, Srako i sraka Srako. I wtedy dopiero, po tym obesraniu się Hemingwaya, zaczęło się całe piekło. Przy akompaniamencie Arki Gdyni Kurwy Świni do przedziału wdarł się pijaczyn z Katowic, ten sam który ze mną wsiadał. A witam, dobry wieczór powiedział i wyciąga do nas ręce. Sraco Hemingway – przedstawił się Sraco, wahając się chwilę. Mężczyzna mu się przypatrzył uważnie. Monaco Lemingway – powiedział ściskając mu rękę i siadł z nami w przedziale. Combo smrodu stało się nieznośne, płakałem, cicho płakałem prawdę mówiąc. I łykałem sam nie powiem już co, napomknę tylko że cofało mnie straszliwie i gwałtownie, krucafiks. Pan Monaco wyjął z tylniej kieszeni portek brudne karty i uśmiechnął się dziurawo klawiaturo. To co? Partyjkę zagramy może panowie? Przy kartach czas szybciej leci. hehe. Rozdał i zaczęliśmy grę. Partię rozpoczął obesraniec Sraco, ale z jakimiś mazowieckimi zasadami. Waleczne rzucał na moje waleczne nie do koloru? Damy obronne tudzież?? Pojebało??? Nie mogliśmy się ogarnąć, no i co i rusz kłótnie i brednie wybuchały w przedziale o słuszność i moralność zasad. Panowie, uspokajał dziad, panowie hehe, no to mamy partyjkę pierwszą za sobą. Nudno wam pewnie? Może zagramy na wyzwania, co? Przegrany musi wykonać jedno zadanie, które ustalą dwaj pozostali. Zgodziliśmy się, ja mało chętnie, ale i tak zostałbym przegłosowany. I jak na złość musiałem przegrać, gdybyśmy tylko nie grali jak ten jebany Sraco sobie życzył, cwel rzucał czwórki na trójki, a Monaco się za mną nie wstawiał, szkoda nawet strzępić ryja… teraz wykaraskać się musiałem z opresji, nad którymi właśnie dla mnie pracowali. Co by tu, co by tu… zastanawiał się dziad. Wiem, powiedział. Pójdziesz do przedziału obok i zaśpiewasz siedzącym tam osobom piosenkę. Piosenkę? – pytam. – Jaką? Dotychczas milczący Sraco odchrząknął. – O gównie. – O gównie? – Dokładnie. O gównie. Spojrzałem mu w oczy, a wtedy on spruł się potężnie, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Było w tym coś seksualnego, co wypędziło mnie za drzwi. Stanąłem przed przedziałem dresiarzy, wcześniej napisałem bratowi „żegnaj okrutny świecie xD”. Cicho pomyślałem sobie w głowie pewien rytm i tekst do niego. Sraco i Monaco wychyleni lekko przez szparę w drzwiach szturchali mnie w plecy rękami pośpieszając. Otworzyłem drzwi, dwudziestu chłopa patrzy na mnie jak z celi, a ja otwieram usta i śpiewam im, co miałem zaśpiewać, rytmicznie i z emocją: „Twoja dupa pachnie jak gówno akacji Smród na pontonie, smród na pontonie Twoja dupa pachnie jak sraka z kolacji Smród na pontonie, smród na pontonie Twoja cipa pachnie jak kuter rybacki Smród na pontonie, smród na pontonie” Kibole patrzą na mnie. Patrzą na mnie srogo i długo. Ja z dłonią spoconą na klamce i pacierzem w ustach, na dygocących nogach. Nagle jeden z nich kiwnął głową i jakby z namysłem, spokojnie powiedział „smród na pontonie…? Smród na pontonie…”. Inny spróbował mojej piosenki jakby wziął ją na język: „smród na pontonie… tak. Smród”. „Gówno akacji, mhm…” – szepnął jakby do siebie inny. „Twoja dupa pachnie... pachnie… tak… słusznie… słusznie. Całkiem słusznie…”. „Smród na pontonie, smród na pontonie” powtórzyli. I tak kiwali głowami już wszyscy w przedziale, jak na kazaniu, naprawdę dogłębnie i do serca dotknięci moją śpiewką, przekrzykując się cytatami z niej. Wkrótce zaczęli inkantować głośno mój tekst. Jechaliśmy przez ciemność, a oni śpiewali co powiedziałem: „twoja dupa pachnie jak sraka z kolacji, smród na pontonie, smród na pontonie”, lewa strona zaczynała, druga jej odpowiadała, i wtedy chyba przyszło do głowy temu Sraco, że chwytliwa rzecz padła właśnie w pociągu z moich ust, nośna co najmniej jak Kurwa Świnia, a to już, jak wiemy, sprawa niemała. Mam po prawdzie poważne powody żeby przypuszczać że nie był to jednak Sraco Hemingway tylko sam Taco Hemingway, który podróżował z nami tego dnia Incognito i wysiadł dopiero w Ełku i tego samego lata nagrał moją piosenkę Deszcz na betonie, podkręcając tylko lekko tekst i zyskując sławę na cały kraj. Ja sam dojechałem na Mazury, cały tydzień padało i komary kąsały. Nic z tego nie miałem oprócz bólu dupy.
submitted by Pan_Tofel to Polska [link] [comments]


2017.03.15 12:32 ben13022 Czy polski pisarz może podbić świat? Tylko jeśli jest bardzo dobry. Zwykła książkowa komercja nie ma szans.

Milena Rachid Chehab: Polska będzie gościem honorowym na Targach Książki w Londynie. Jaka jest ich rola?
Antonia Lloyd-Jones: To, obok frankfurckich, najważniejsza impreza dla branży. W przeciwieństwie do tych w Warszawie czy Krakowie, głównie dla czytelników, tu spotykają się wydawcy i agenci, którzy handlują prawami do książek i przekładów. Ale bilet może kupić każdy. Równolegle odbywa się London Book and Screen Week – a literatura kraju, który jest gościem honorowym, ma wtedy pierwszeństwo w spotkaniach autorskich w mieście, nie tylko w wielkiej hali Olympii.
Trzy dni trwają same targi, ale program gościa honorowego trwa rok – do listopada British Council wspólnie z Instytutem Polskim w Londynie oraz Instytutem Książki przygotowuje cały cykl wydarzeń.
Będą staże dla pisarzy z Polski, a w Polsce dla brytyjskich. W październiku na Festiwalu Conrada w Krakowie gościło sześć osób – wydawcy, księgarze i organizatorzy festiwali literackich z Wysp. Wspólnie z IK stworzyliśmy dla nich program wprowadzający we współczesną literaturę polską.
Wielu wydawców chce mieć w ciągu tego roku tłumaczenie polskiej książki – od razu zgłosiło się do mnie kilku.
Wydawanie książek to biznes, a nie działalność charytatywna, więc trzeba zrozumieć, jak to wszystko działa.
W Wielkiej Brytanii wydaje się sześć razy więcej książek niż w Polsce, w USA – 10 razy więcej. Ale z tego zaledwie 3-5 proc. to są tłumaczenia, głównie z francuskiego, niemieckiego, włoskiego i hiszpańskiego. Z byłych krajów zza żelaznej kurtyny (oprócz Rosji) Polska jest na pierwszym miejscu i zainteresowanie jej literaturą rośnie, ale to cały czas nie są duże liczby, w dobrym roku jakieś 10 pozycji. Sytuacja się polepsza, w dużej mierze dzięki pracy Instytutu Książki w ciągu ostatnich 15 lat.
Książka musi być atrakcyjna dla konkretnego wydawcy na tyle, by w nią zainwestować jeszcze przed jej przeczytaniem. Bo tłumaczenie kosztuje – stawka standardowa w Anglii to 90 funtów za tysiąc słów, w Stanach – gdzie też tłumaczę – jest podobnie.
Nie ma sensu przesyłać książki z dołączonym listem typu: „Całe życie na to czekaliście”. Bo zapewniam, że nie czekali.
Wydawca to człowiek, który na biurku ma takie stosy książek, że nawet gdyby miał trzy życia, nie starczyłoby mu czasu. Dlatego najlepiej przygotować odpowiednie dossier. Wybitny tłumacz z rosyjskiego Michael Glenny, który pomagał mi zainteresować wydawców pierwszą książką, którą tłumaczyłam, czyli „Weiserem Dawidkiem” Pawła Huelle, nauczył mnie, jak napisać raport wydawniczy: streszczenie, ocena, informacje o autorze i fragmenty przekładu. W przygotowaniu próbek tłumaczeń polskiej literatury pomaga skierowany do tłumaczy program Sample Translations, zainicjowany kilka lat temu przez IK – dofinansowuje on tłumaczenie do 20 stron.
W przypadku polskiej kluczowa. Zwykle zajmuje się tym agent, ale akurat w Polsce brakuje agencji literackich. Kilka wydawnictw (m.in. GW Foksal, Znak i Czarne – to ostatnie we współpracy z agencją Polish Rights) ma dział praw, w którym pracują specjaliści. To oni przedstawiają ofertę na targach, przygotowują katalogi dla obcych wydawców. IK również dwa razy do roku, z okazji targów frankfurckich oraz londyńskich, przygotowuje katalog „Nowe książki z Polski”. Prowadzi też kompetentną stronę internetową z recenzjami i fragmentami książek po angielsku.
Ale we własnym kraju tłumacz staje się ważnym orędownikiem książki u wydawców miejscowych.
Gdy znajdę książkę, w której się zakochuję, muszę mieć przekonanie, że ma ona potencjalny rynek. Trzeba badać, kto co wydaje, poznawać preferencje wydawców. Np. Jill Schoolman z Archipelago Books z Nowego Jorku, która wydaje wspaniałą literaturę współczesną z całego świata, a z polskiej m.in. Wiesława Myśliwskiego i Magdalenę Tulli, szczególną uwagę zwraca na poetyckość stylu. Zdaje się przy tym na gust tłumacza Billa Johnstona, bo wie, że znajdzie takie książki, które ją zachwycą.
Czasami dobijanie się do anglojęzycznego wydawcy trwa kilka lat, trzeba próbować po kilkanaście razy. Tak było z „Gottlandem” Mariusza Szczygła. Ta książka ukazała się w kilkunastu językach, ale z angielskim był problem. Wydawcy odpowiadali: dlaczego mamy czytać to, co Polak mówi o Czechach? Jeśli już głos kogoś z zewnątrz, dlaczego nie autora od nas? Dopiero dzięki staraniom Billa Martina, tłumacza, który wtedy pracował w Instytucie Kultury Polskiej w Nowym Jorku, książka trafiła w końcu na redaktorkę, która się na niej poznała. Gdy „Gottland” już wyszedł, miał entuzjastyczne recenzje, m.in. w „New York Timesie”, i został wybrany przez Juliana Barnesa jako jego książka roku w brytyjskim dzienniku „The Guardian”.
Czasem zgłaszają się do mnie polscy autorzy popularnych komercyjnych książek – trudno mi wytłumaczyć im, że nie mają szansy na brytyjskim rynku. A nie mają, bo wydawca od razu pyta, po co płacić za tłumaczenie, skoro u siebie ma w bród takich książek.
Dlaczego sama tak lubię czytać angielskie przekłady obcych autorów? Bo właściwie zawsze są bardzo wysokiej jakości – zdały bardzo trudny egzamin, o którym mówimy: ktoś je wybrał spośród tysięcy innych, ktoś – tłumacz, agent – w nią uwierzył na tyle, że zadał sobie trud promowania ich, a ktoś inny postanowił w nią zainwestować, zamówić przekład i wydać.
Brytyjczycy i Amerykanie, choć statystycznie najczęściej sięgają po literaturę łatwą, często jakoś związaną z tym, co widzieli w telewizji czy w kinie, czytają dużo naprawdę różnych rzeczy. Po obu stronach oceanu wciąż popularny jest Ryszard Kapuściński, dobrze się sprzedają książki Jacka Hugo-Badera, Wojciecha Jagielskiego, Anny Bikont, Magdaleny Tulli, Wiesława Myśliwskiego i Olgi Tokarczuk (w tym roku ukaże się przekład „Biegunów”).
Absolutnie najpopularniejsze teraz są „Mapy” Aleksandry i Daniela Mizielińskich, można tu je znaleźć w dziale dziecięcym w każdej księgarni, zaraz szykuje się nowe wydanie z dodatkowymi mapami – to największy sukces Polski za granicą. Popularny jest Zygmunt Miłoszewski, który miał dobrą promocję – m.in. dzięki obecności Polski jako gościa honorowego w 2016 r. na Book Expo America. Miał świetne spotkanie w Chicago, wraz z trzema pisarkami amerykańskimi. Ale zaczęło się od wydawnictwa brytyjskiego, które publikuje tylko kryminały zagranicznych autorów i miało pomysł, żeby czytelnik, który na lotnisku kupuje przewodnik po kraju, do którego jedzie, miał też do rozważenia kryminał, który się tam rozgrywa – tak, by mógł podróżować po mieście śladami miejsc z książki.
Dali mi stos zgromadzonych podczas targów książek, z których według mnie „Uwikłanie” było sto razy lepsze niż reszta. Ale wszystko trwało dość długo, bo wydawca czekał na przekład niemiecki, chciał przeczytać to w całości. A wtedy już chcieli od razu drugą część przygód Szackiego. Po premierze filmu „Ziarno prawdy” Miłoszewski szybko znalazł agenta w Stanach, a ten sprzedał „Gniew”.
„Pan Tadeusz” w tłumaczeniu Billa Johnstona, „Miedzianka. Historia znikania” Filipa Springera i „Farby wodne” Lidii Ostałowskiej, obie w tłumaczeniu Seana Bye, „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej (u nas znanej jako Wioletta Greg) w tłumaczeniu Elizy Marciniak, „Tańczące niedźwiedzie” Witolda Szabłowskiego, „Dom z witrażem” Żanny Słoniowskiej oraz zbiór wierszy Tadeusza Dąbrowskiego w moim przekładzie, „Niedokończone życie Phoebe Hicks” Agnieszki Taborskiej w tłumaczeniu Ursuly Phillips, „Klementyna lubi kolor czerwony” Katarzyny Boglar w tłumaczeniu Zosi Krasodomskiej-Jones. Wiem, że jest tego więcej, ale nie znam dat premier.
Ja pracuję nad tłumaczeniem „Lali” Jacka Dehnela. Poleciła mi ją Beata Stasińska, wtedy szefowa W.A.B. W ramach Sample Translations IK dofinansował przekład fragmentu w 2007 r., w międzyczasie znalazłam wydawcę dla „Saturna”, ale „Lala” dalej była bezdomna. Dopiero na targach londyńskich przed rokiem, ze względu na status Polski jako gościa honorowego w 2017 r., wydawnictwo Oneworld Publications szukało dobrej polskiej książki. Ewa Wojciechowska z IK poleciła „Lalę”, a ja to poparłam. Przeczytali książkę w tłumaczeniu niemieckim Renate Schmidgall. A w czerwcu szefowa wydawnictwa została zaproszona do Polski na seminarium dla wydawców i IK. Poznała Dehnela osobiście, polubili się. Wydawcy lubią, gdy pisarz mówi po angielsku, łatwiej wtedy zorganizować promocję.
To o tyle duży sukces, że książki z Oneworld Publications ostatnio dwa razy z rzędu wygrały Man Booker Prize, najbardziej prestiżową w świecie anglojęzycznym.
Najpierw ktoś musi dowieść, że te książki mają potencjalnych czytelników i że jest na nie rynek. Jeśli ktoś w nie wierzy, powinien przetłumaczyć po kilkadziesiąt stron i zacząć pukać do drzwi kolejnych wydawców. Drogi na skróty tu nie ma.
Siła programu Copyright Poland, który od lat prowadzi IK, i który dofinansowuje tłumaczenia na języki obce, polega na tym, że o wsparcie aplikują tu sami zagraniczni wydawcy, którzy już kupili prawa do polskiej książki. Nikt nie mówił im, czym mają się zainteresować.
Moim zdaniem nowa reguła, wedle której w tym programie mogą brać udział polscy wydawcy, jest błędem, skoro nie znają specyfiki obcej dystrybucji czy promocji. Polski podatnik może na tym stracić.
Brytyjczycy lubią biografie, ale ludzi, których znają.
Czy Polacy rzuciliby się na biografie o naszych bohaterach albo politykach, takich jak Robert Falcon Scott, marszałek Montgomery czy Roy Jenkins? Myślę, że miałaby szansę tu zaistnieć, powiedzmy, gen. Augusta „Nila” Fieldorfa, może Ryszarda Kuklińskiego albo Jerzego Popiełuszki, bo ich historie są nie tylko ciekawe, ale naprawdę sensacyjne. Ale Brytyjczycy chyba i tak woleliby je poznać w kinie.
Z drugiej strony jest już przełożone np. „Tajne państwo” Jana Karskiego, sama przetłumaczyłam „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego, przy czym autor na tyle miał świadomość zagranicznego rynku, że na potrzeby tłumaczeń okroił książkę o jedną piątą, wyrzucając z niej wątki ciekawe tylko dla polskiego czytelnika. Przełożyłam też „W ogrodzie pamięci” Joanny Olczak-Ronikier. To ważna i świetnie napisana książka, która dobrze wyjaśnia stosunki między inteligencją polską i żydowską od czasów przed pierwszą wojną światową do końca drugiej. Ostatnio wydawnictwo New York Review Books wydało na nowo „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego w tłumaczeniu Madeline Levine, ja w tej samej serii przełożyłam dla nich „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego.
Ale choć pewien sukces odniosła książka Witolda Szabłowskiego o Turcji, to myślę, że będzie mi trudno przekonać anglojęzycznych wydawców do jego „Sprawiedliwych zdrajców”. Poza Polską mało kto słyszał cokolwiek o Wołyniu.
W ogóle trudniej jest sprzedawać książki o tragediach. Często widzę ten mechanizm: ludzie czytają rzecz np. o Zagładzie, przyznają, że robi na nich wrażenie, ale przy następnej mówią: „Już znam ten problem, nie chcę już o tym czytać”. To prawda, że dieta czytelnicza musi być urozmaicona.
Zgadzam się. Ale to jest ten przypadek, gdy słyszę: „Mamy już coś na ten temat”. Akurat podobną książkę napisała Szwedka Elisabeth Åsbrink („1947: When Now Begins”) i już ktoś to kupił...
W USA wyszła książka Wojciecha Jagielskiego o Ugandzie „Nocni wędrowcy”. Zaproponowałam ją angielskiemu redaktorowi, o którym wiem, że lubi takie literackie reportaże, ale odparł, że właśnie rok temu wydali książkę o Ugandzie. Jej autor, Matthew Green, zresztą napisał recenzję z Jagielskiego. „To jest najlepsza książka o Ugandzie” – przyznał, choć mówił o konkurencji.
Instytut Książki powinien działać tak jak do tej pory. Dobrze byłoby bardziej inwestować w utalentowanych tłumaczy. Trzeba ich sobie wychować – i to nie tylko dobrych warsztatowo, ale też rozumiejących praktyczną stronę tego biznesu.
Nigdy nie będzie wielu tłumaczy literatury pięknej z polskiego, bo to zajęcie tylko dla urodzonych lingwistów, więc nie ma sensu stawiać na masowość, np. przez naukę polskiego w szkołach brytyjskich. Za to na uniwersytetach – tak, na tym poziomie warto inwestować.
Takich ludzi jak Stanley Bill, który w Cambridge właśnie rozkręca studia polskie, a przy okazji tłumaczy jeszcze Jacka Dukaja i w ogóle jest wielkim orędownikiem Polski, warto wspierać. Bo on nie tylko uczy studentów polskiego. Co roku organizuje dla nich konkurs tłumaczeniowy – należę do jury i jestem pod wrażeniem. Jeśli polskim władzom zależy na przyszłości waszej literatury za granicą, powinny inwestować w szkolenie studentów tam i na innych uniwersytetach zajmujących się studiami polskimi.
Świetne wyniki ma też program dla tłumaczy organizowany przez Writers’ Centre Norwich. W jego ramach IP w Londynie corocznie dofinansowuje opiekę merytoryczną dla zdolnego tłumacza. Młodych tłumaczy wspierałam od lat, ale dzięki takiemu oficjalnemu programowi mam możliwość robienia tego bardziej systemowo: sugeruję, jak wybrnąć z kłopotów translatorskich i mocno im pomagam w sprawach praktycznych: dzielę się kontaktami, uczę przygotować atrakcyjne materiały dla wydawców itd.
Podobny program dla tłumaczy z polskiego istnieje w Stanach, prowadzi go American Literary Translators Association, a dofinansowuje Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Już zaczęła się druga edycja, mentorem tego programu jest Bill Johnston.
Jestem prawie totalnym samoukiem, czasem żartuję, że wpadłam do stawu, a jak mnie wyłowili, ni stąd, ni zowąd mówiłam w tym dziwnym języku.
Na początku lat 80. studiowałam rusycystykę w Oksfordzie, nie było tam osobnego kierunku polonistycznego. Jako studentka pod koniec stanu wojennego przyjechałam także do Polski. Odwiedzałam wtedy we Wrocławiu znajomych, których dwa lata wcześniej poznałam w Berlinie, gdzie pojechali pracować. Ich ojciec pochodził z Kresów, w czasie wojny działał w AK i oni dużo tłumaczyli mi, co się właśnie dzieje w Polsce, co to wszystko znaczy, dlaczego sami trafili na krótko do więzienia za to, że walczyli z milicjantami na ulicy. Ja wtedy nie umiałam po polsku ani słowa, w Polsce było ponuro, ale czułam się szczęściarą, bo właśnie mnie olśniło, że to jest to, czego szukam. Chwilę wcześniej skończyłam studia i wtedy poczułam, że choć oni wszyscy z tej Polski najchętniej by się wynieśli, ja mam tu jakąś misję, że brak wolności słowa jest czymś tak strasznym, że ja też powinnam się jakoś włączyć do walki z komuną, tym bardziej, że mieszkając na Zachodzie, byłam jakoś tam uprzywilejowana.
Po powrocie do Anglii próbowałam zostać na uniwersytecie, żeby zająć się polskim i mnie przyjęto, ale nie dostałam stypendium, więc musiałam znaleźć pracę. Wzięłam kilka lekcji polskiego, ale dalej uczyłam się już sama. Kupiłam wszystkie książki przetłumaczone z polskiego na angielski, jakie tylko mogłam znaleźć i porównywałam z polskim tekstem. Pierwszą książką, jaką przeczytałam po polsku, był „Popiół i diament” Andrzejewskiego. Oczywiście niezbyt dużo rozumiałam z tej swoistej powojennej wojny domowej i tego, kim naprawdę byli komuniści. A po wszystkim nie byłam pewna, czy w Polsce można mówić do kogoś per „wy”, więc podczas następnego pobytu w Polsce mówiłam trochę dziwacznie i, jak się okazało, niepoprawnie politycznie.
W latach 80. dostałam w Londynie pracę u Leopolda Łabędzia, polskiego politologa, który w czasie wojny walczył w armii Andersa, a po wojnie angażował się we wspieranie pisarzy zza żelaznej kurtyny. Był też redaktorem politologicznego pisma „Survey” poświęconego krajom komunistycznym. Pracowałam tam jako asystentka, ale potem dostałam do przetłumaczenia kilka tekstów. Tam poznałam też Jana Chodakowskiego, który w wydawnictwie Puls wydawał polskie książki przemycane z Warszawy. Z nim pojechałam w 1988 r. na festiwal kultury polskiej w Glasgow. Pracowałam już wtedy jako redaktor pisma „Brytania” wydawanego przez rząd, by popularyzować kulturę brytyjską w Polsce. Donald Pirie z uniwersytetu w Glasgow zaprosił wtedy kilku Polaków, m.in. Antoniego Liberę, Bronisława Maja i Pawła Huelle. Z Chodakowskim mieliśmy wtedy pomysł, by wydawać wartościową literaturę z Europy Wschodniej, chcieliśmy zacząć od „Weisera Dawidka”.
Michael Glenny, słynny tłumacz literatury rosyjskiej, pomógł mi przygotować tłumaczenia fragmentów. Bloomsbury Publishing, dziś znane przede wszystkim z odkrycia J.K. Rowling, zaproponowało mi wtedy przetłumaczenie całości, ale się bałam. „Spróbuj, cholera, zacznij być bardziej pewna siebie” – zachęcali koledzy. No i w końcu to zrobiłam.
W przeciwieństwie do większości tłumaczy, którzy zwykle mają etaty na uczelniach, ja jestem wolnym strzelcem. Ponieważ w latach 90. pracowałam w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, udało mi się kupić mieszkanie i dziś mogę spokojnie pracować jako tłumaczka, zarabiając ćwierć tego, co wtedy. I od prawie 16 lat mogę folgować swojej fascynacji polską literaturą.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,21476812,czy-polski-pisarz-moze-podbic-swiat-tylko-jesli-jest-bardzo.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.06.30 09:35 hatersgonnapay "Żegnaj Polsko - kraju normalny"

Polska chwytana zębami
Żegnaj Polsko – kraju normalny. Żegnaj taka ojczyzno, która jest po prostu miejscem do życia, a nie brzemieniem, opresją i natręctwem. Mistycy narodu i maniacy władzy dokonują nie chwilowego, ale trwałego podboju naszego państewka.
Komentatorzy i politycy opozycji nie dostrzegają zmiany ustroju na autorytarny reżim prawicowy z paternalistyczną władzą rządu nad społeczeństwem. Pasjonują ich objawy mało ważne: mroczny mnich jako patron koalicji, wyrzucenie za drzwi dziennikarzy, udział Leppera w koalicji rządzącej i inne objawy drugorzędne, oglądane każdy z osobna. Istotę zdarzeń dostrzegł i ogłosił tylko Roman Giertych mówiąc, że zaczyna się w ogóle nowa Polska. Bo rzeczywiście nastąpiło ustanowienie półdyktatorskiego reżimu klerykalno-nacjonalistycznego i represyjnego o zamiarach półtotalitarnych. Zawarty w ubiegły czwartek pakt stabilizacyjny jest oszustwem PiS wobec mniejszych partnerów. Przede wszystkim będzie miał trwałość krótszą niż rok. Od polityków Prawa i Sprawiedliwości przeciekają informacje, że Kaczyńscy planują wybory parlamentarne wczesną jesienią 2006 r. razem z samorządowymi. Wydaje się to prawdopodobne. Cel minimum: osiągnięcie dla PiS większości w parlamencie, zarazem prezydentur we wszystkich dużych miastach i przewagi w licznych samorządach wojewódzkich. Cel maksimum: odebranie elektoratu Samoobronie, LPR, PSL, a Platformie części głosów konserwatystów w takiej skali, żeby PiS uzyskało większość umożliwiającą zmianę konstytucji i utrwalenie na długo jednopartyjnej władzy całkowitej. Zamiarem Kaczyńskich jest przepchnięcie w Sejmie do września tylko tych spośród 150 ustaw zapisanych w pakcie, które przyniosą faktyczną wszechwładzę PiS, a więc ustaw politycznych. I takiej części socjalnych, jaka jest wystarczająca do przyciągnięcia głosów wyborców. Pozostałe zobowiązania społeczne paktu będą po jesiennych wyborach unieważnione, gdyż ich wypełnienie zrujnowałoby państwo powodując kryzys. Bliźniacy i ich podwładni planują polityczny przewrót nie gwałtowny, lecz pospiesznie pełzający przy zachowaniu demokratycznej fasady wzorowanej raczej na Rosji niż na Białorusi. Zapewnić go ma nie jakieś jedno prawo stanu wyjątkowego, ale łączne skutki dziesiątków ustaw z pozoru mało groźnych. Autorytaryzm wyniknie z tego bardziej radykalny niż w Rosji. PiS ma bowiem ambicję panowania nie tylko nad państwem z gospodarką włącznie, ale także nad społeczeństwem. Podlegać ma ono stosownej regulacji postępków, wiedzy, przekonań i modelu życia. Regulatorem współżycia ludzi będzie prawo, w tym represje plus praktykowane poczynania struktur państwa bezustannie poszerzającego zakres ingerencji w egzystencję poddanych. Społeczeństwo tworzyć ma bowiem wspólnotę służebną państwu i przez nie dozorowaną. Klerykalne, nacjonalistyczne, zdyscyplinowane, do pewnego stopnia ideowo ujednolicone ma być więc nie tylko państwo, ale i zależni odeń wyborcy, ważne organizacje, wojsko, młodzież poddana zuniformizowanej edukacji, środki przekazu. Rząd w oparciu o Kościół określać zamierza np., co jest po- wszechnym dobrem, powinnością wszystkich, właściwą postawą obywatelską i rodzinną oraz prawidłową wersją historii i mentalnością.
Tyrania małych kroków
Te autorytarne i totalne zamiary wyczytać można bez trudu z realnych posunięć PiS takich, jak przejęcie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich, samorządu sądowego itp. oraz – co najważniejsze – z niechybnego podporządkowania sobie wkrótce Trybunału Konstytucyjnego. Spójne z tymi czynami są liczne projekty ustaw zmierzających łącznie do podporządkowania partii rządzącej to rzesz urzędniczych (unicestwienie służby cywilnej), to sądownictwa, to majątku skarbu państwa. Inne regulacje służyć mają zastraszeniu różnych grup zawodowych i dziedzin życia. Przykładem komisja prawdy, urząd antykorupcyjny, instytut nacjonalistycznego wychowania, lustracja majątkowa i co tam jeszcze powymyślano. Dotychczas ogłoszono wstępną część zamiarów ustawowych. Po ujawnieniu konkretnego brzmienia projektów łatwo będzie udowodnić, że nastąpić ma np. radykalne ograniczenie wolności gospodarczej przez przeróżne prawa, także karne poddające obrót gospodarczy woli rządzących. Na przykład o lustracji gospodarczej, o Narodowym Banku Polskim, o absorpcji środków unijnych w sposób zapewniający realizację „przyjętych priorytetów”, czyli woli PiS. Ujawniane na razie zamierzenia partii rządzącej otwierają też wyobraźnię na ich skutki pochodne. Na przykład przejęcie KRRiTV wydaje się zawłaszczaniem tylko państwowych telewizji i rozgłośni radiowych. To pozór. Prywatne stacje zmusi się do dobrego sprawowania politycznego czyniąc zeń warunek przedłużenia im koncesji i nienękania grzywnami. W dodatku partia rządząca będzie określać, które programy i wystąpienia dziennikarzy uważa za nieetyczne, które uzna za szkodliwe dla dzieci i młodzieży, którą krytykę za szkalującą, zatem karalną przez zawisłe od władzy politycznej sądy. Już projektuje się też reformę prawa prasowego i knuje zamiar ścigania dziennikarzy za znieważanie urzędów lub zniesławianie osób urzędowych w doraźnym trybie 24-godzinnym. Dodatkowy jakiś kaganiec wniesie ustawa o edukacji narodowej a też ustawa o bezpieczeństwie państwa. Reszty dokona praktyka i wzory trudnego życia niepokornych. Wcale nie trzeba ustanawiać instytucji cenzury, aby w praktyce była ona szczelna. Projektowaną ustawę o Narodowym Instytucie Wychowania odczytuję zaś jako zapowiedź, że radiomaryjna wizja historii, narodu, Europy, roli kleru i religii, wizji świata, rodziny, seksu, sztuki i twórczości, rola mniejszości, kryterium obcości narodowi oraz moherowy model życia mają dominować jako format myślowy także w przyszłych pokoleniach. Służąc utrwalaniu władzy prawicowych dewotów nacjonalistów i demagogów na długie dziesięciolecia.
Wszechwładza bliźniąt
Zapowiadane zmiany są tak wszechogarniające, że zapewnią PiS-owi totalną władzę nie do jesieni ani nie tylko na cztery lata. Przy zachowaniu formalnie wolnych i prawdziwie niefałszowanych wyborów pluralizm polityczny zostanie w Polsce silnie ograniczony i pozbawiony znaczenia. Posłużą temu bogate środki pieniężne w dyspozycji PiS, środki perswazyjne (media), możliwość decydowania władzy o szansach życiowych poszczególnych wyborców (posady, kariery) – wszystko to tak skupione w ręku partii rządzącej, że władza PiS na długo stanie się nie do obalenia przy użyciu kartki wyborczej. Zmiana reżimu wymagać zaś będzie wyjścia tłumów na ulice, gwałtownego przewrotu na wzór ukraińskiej pomarańczowej rewolucji wspieranej przez Unię Europejską. Zarysowany przez mnie scenariusz brzmieć może histerycznie, bo rzeczywiście żadnych ustrojowych i ideologicznych projektów nie udaje się nikomu realizować w pełni. Niepowodzenia PiS wywoływać mogą jednak wzrost represji, podejrzliwości, rozrachunków z wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi, mnożenie teorii spiskowych, którymi mózgi Kaczyńskich już są wypełnione.
Śpiączka
Wobec tego, co się święci, przeraża ślepota i bezwolność opozycji. Moja myśl wiodąca jest więc taka, że totalnym rządom groźnych i przebiegłych braci Kaczyńskich zapobiec można tylko teraz, w roku 2006, dopóki nie wszechogarnęły one państwa i społeczeństwa. Nie zniszczyły przeciwciał. Nie zastraszyły większości. Nie stworzyły sobie setek zabezpieczeń represyjnych. W tym przełomowym roku nie ma zaś w Polsce społecznych ani politycznych sił sprzeciwu mogących zagrozić planom PiS. Nawyk posłuszeństwa wobec kleru, kult rodziny, prawicowy lub lewicowy konserwatyzm większości oby-wateli, powszechna wrogość wobec deprawacji polityków i urzędników, oczekiwanie od państwa poczynań opiekuńczych i zrównujących, drugorzędny charakter potrzeb wolnościowych, skłonność do nacjonalizmu, przyzwyczajenie do państwowego paternalizmu, dalej przekonanie, że polska suwerenność sama dla siebie jest jakąś mistyczną wartością nadrzędną, upodobanie do rygoryzmu (choć nie wobec siebie samego), wiara w represje jako sprawcę dobra i ładu – cały ten dominujący w Polsce konglomerat przekonań sprzyja braciom Kaczyńskim. Pokolenie internetowe jeszcze nie doszło zaś do głosu, siły witalne nowoczesnej Polski nie dostrzegają nadciągającej zgrozy. Na politycznym wybiegu naprzeciw koalicji PiS-u z jego satelitami mamy Platformę Obywatelską, która w opozycji jest jakby tylko jedną nogą, warunkowo i chwilowo. Raczej żali się, że PiS jej stosownie nie opłacił, niż skłania się do zasadniczego sprzeciwu. I samozrujnowane, słabe SLD... Gdzieś na boku leżą dostojne szczątki demokratówpl i partia Borowskiego. Jest to typowa sytuacja bezwładu, w której zorganizowane 20 proc. społeczeństwa z łatwością tyranizuje 80-procentową resztę wyborców, z których połowa nie korzysta z prawa do głosowania.
Kaczyńscy mówią, że chcą z Polski przegnać resztki PRL. W istocie tworzą zaś czarny, fotograficzny negatyw autorytarnego socjalizmu. Władza PiS tym gorsza jest zaś od władzy PZPR (którą wspierałem), że tamta meandrycznie co prawda, ale ewoluowała ku demokracji. Władza PiS zaś wyraża tendencję odwrotną – prowadzi od demokracji do totalitaryzmu. Pojawił się ten czarny autorytaryzm wbrew geopolitycznej potrzebie, podczas gdy władza PZPR z niej wyrastała. Przy tym od PRL minęło już sporo czasu, zatem PiS silniej kłóci się ze swoją epoką. Jest wykwitem czysto polskiego anachronizmu i zaściankowości. Politycy i komentatorzy niechętni PiS-owi oraz Rydzykowi, Giertychowi i Lepperowi oburzają się na incydenty, poszczególne posunięcia władzy i różne projekty ustaw oceniają każdy z osobna nie dostrzegając tego, co istotne: że zaawansowana jest próba dokonania zasadniczego przewrotu politycznego w Polsce. Przy takiej ogólnej ślepocie nie może się on Kaczyńskim nie udać. Jedyny więc łut optymizmu, którym ten wywód przyprawić mogę, taki jest mianowicie: granice kraju z pewnością pozostaną otwarte. Dla ucieczki.
Jerzy Urban, 2006
submitted by hatersgonnapay to Polska [link] [comments]


2016.02.21 13:37 ben13022 Rozmowa z Władysławem Frasyniukiem o Lechu Wałęsie

Jacek Harłukowicz: Kiszczak pisze historię zza grobu i pewnie śmieje się, widząc, jak politycy tańczą do jego melodii.
Władysław Frasyniuk: Reakcje ludzi niechętnych Wałęsie to "kompleks nieobecności". Nie było ich, kiedy trzeba było walczyć, więc siedzą, czytają o kolejnych wykładach Lecha i klną pod nosem: "Co, kurwa? Ten głupek bez szkoły, zwykły elektryk bohaterem? A ja się nie wykazałem, ja, absolwent szkół i uczelni? No musiał ktoś temu Wałęsie pomagać. Pewnie Kiszczak z bezpieką!". Te wszystkie dokumenty powinny być zweryfikowane i sprawdzone. A tym, którzy nie chcą poczekać, tylko od razu rozliczać Lecha, proponuję rachunek sumienia. Czy przeszli choć raz "ścieżkę zdrowia"? Mieli do czynienia z esbecją i wykazali się męstwem i odwagą? A przy mnie esbek brał pistolet, przeładowywał i mówił: "Byliście, Frasyniuk, w wojsku, to wiecie, że to ostra amunicja". A potem przystawiał mi do głowy. Albo pokazywał zdjęcia dzieci i informował, że ktoś właśnie jedzie je zgwałcić. Dlatego, choć nigdy nie wierzyłem w tę współpracę Lecha, jestem w stanie zrozumieć, jeśli rzeczywiście coś tam podpisywał w latach 70. Pamiętam, jak do biura, w którym teraz rozmawiamy, przyszedł kiedyś były robotnik z wrocławskiej Fabryki Automatów Tokarskich. Mówi, że przychodzi w imieniu większej grupy tych, co strajkowali i dymili w stanie wojennym, i prosi, żebym im poświadczył, że po 13 grudnia działali na rzecz państwa. Bo chcą to sobie wliczyć w lata pracy. Pytam, dlaczego nie pójdą do IPN-u. A on, że się boją. "Czego?" - pytam. A on mi na to, że go zatrzymali podczas pacyfikacji FAT-u. Wylądował w auli w komendzie na Łąkowej. Tłum, ścisk. Nagle do tej auli wchodzi dwóch byków i jak nie zaczną napierdalać pierwszych dwóch z brzegu. Nie jego, jakichś innych. Tłuką ich i tłuką, krew się leje po podłodze. Skończyli, wyszli, wchodzi mundurowy i wyczytuje nazwiska. Mój gość idzie na przesłuchanie. Esbek już czeka i jak gdyby nigdy nic grzecznie pyta: "Zapalisz?". On, że nie pali. Na to esbek jak go w ryj nie zawinie i z gębą: "Jeszcze nie zaczęliśmy, a ty już, kurwa, kłamiesz? Co ty, robol jesteś i nie palisz?". No to wziął papierosa. A esbek, że tu się nie pali, won na korytarz! Na korytarzu słyszy, że tu palą tylko oficerowie, a on ma spierdalać do klatki na końcu korytarza. No to poszedł do tej klatki. "Władek, zjadłem tego papierosa, tak się bałem. Bo tam wszędzie na ścianach krew i włosy. Może tylko, żeby postraszyć. I do dzisiaj nie wiem, co podpisywałem. A coś dawali. Ta klatka jeszcze mi się śni". Więc jak dziś jakiś gnojek mówi: "Słabiak, ja bym nie spękał", to mnie nosi. Może by nie spękał, ale wtedy nie stanął, nie sprawdził się. To niech teraz lepiej nie otwiera gęby. Bo nic nie wie o tamtych czasach. Barczewo to nie był ośrodek wczasów pracowniczych. Łęczyca to nie był ośrodek wypoczynkowy. Ja mogę dzisiaj żartować, że to było zaplecze socjalne PRL-u. Ale nikomu tego nie życzę.
Wałęsa to rocznik '43. W 1970 roku miał 27 lat i był prostym robotnikiem w wielkim obcym mieście.
Kiedy po raz pierwszy usłyszał pan, że Wałęsa mógł coś podpisać?
Dlaczego?
Wałęsa, nawet jeśli się zaplątał, to później po tysiąckroć ten błąd odpracował.
Prof. Andrzej Friszke mówił, że gdyby Wałęsa wówczas współpracował, to przecież w jakiś sposób poparłby stan wojenny.
Najlepszy dowód na to, że Kiszczak nim nie sterował.
Jakie pytania?
Władysław Frasyniuk - legenda opozycji w PRL. Rocznik 1954. Technik samochodowy, kierowca wrocławskich autobusów. Szef dolnośląskiej "Solidarności". Siedział od października 1982 do lipca 1984 r. - za "próbę obalenia ustroju" - i od lutego 1985 do lipca 1986 r. Uczestnik Okrągłego Stołu. Poseł trzech pierwszych kadencji Sejmu, był szefem Unii Wolności. W 2006 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce. Dziś jest przedsiębiorcą, prowadzi firmę transportową.
źródłó: http://wyborcza.pl/magazyn/1,150990,19652285,wladyslaw-frasyniuk-kto-rzuca-w-lecha-walese-kamieniem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Barenbrug - Mamy nosa do innowacji! Nowe mieszanki nasion traw na trawniki Time Out - Lacrosse Próbuję laminować włosy GALARETKĄ Inhalator Intec MESH Mercedes-Benz Conecto G #453 @MZK Zielona Góra [0 ➡️Wrocławska] [334/376] Donald Tusk: Debata o polskiej polityce ... Musical Polita 3D Live Kenya Asante Sana Polska * Galu Primary School * 4K * #pomagamywkenii

mhL: Nie ma dla mnie znaczenia, przeciwko komu będziemy ...

  1. Barenbrug - Mamy nosa do innowacji! Nowe mieszanki nasion traw na trawniki
  2. Time Out - Lacrosse
  3. Próbuję laminować włosy GALARETKĄ
  4. Inhalator Intec MESH
  5. Mercedes-Benz Conecto G #453 @MZK Zielona Góra [0 ➡️Wrocławska]
  6. [334/376] Donald Tusk: Debata o polskiej polityce ...
  7. Musical Polita 3D Live
  8. Kenya Asante Sana Polska * Galu Primary School * 4K * #pomagamywkenii
  9. Wyprawa Northwest Passage 2014 s/y 'Lady Dana 44' - YouTube
  10. Marchevka _ - YouTube

Inhalator Intec MESH to obecnie najmniejszy inhalator na Polskim rynku, który spełnia wszystkie wymagania dotyczące inhalacji lekami wziewnymi. Wszystkie leki używane dotychczas tylko w ... Lacrosse - sport znany nam dotychczas tylko z filmów American Pie. Jak się okazuję, można trenować go w krakowskiej drużynie Kraków Lacrosse Kings, na której mecze serdecznie zapraszamy ... Dotychczas tylko fotografowałam, teraz postanowiłam także nagrywać co ciekawsze zdarzenia, ponieważ nie wszystko można przekazać za pomocą nieruchomego obrazu. Zawierają bowiem technologie dostępne dotychczas tylko dla profesjonalistów z pól golfowych i boisk sportowych. Teraz te innowacje możemy zaoferować również pozostałym klientom. Dotychczas tylko trzy razy w życiu próbowałam laminowania włosów galaretką - było to wiele lat temu i jak możecie się domyślać - efekty były średnie, więc nie eksperymentowałam z ... Wioska liczy ok. setki dzieci w różnym wieku i miały one dotychczas tylko dwie piłki: jedną piłkę mocno zużytą oraz drugą „piłkę-gałgankę” wykonaną z różnych starych szmat ... Paderewski Symphony Orchestra i Copernicus Center zapraszają na sensacyjny spektakl warszawskiego Teatru Studio Buffo “POLITA” – MUSICAL 3 D W roli POLI NEGRI - NATASZA URBANSKA Autor ... Maraton 'trzy w jednym' w pełni, na dzisiejszy wieczór Zielona Góra i jeden z wielu przegubowców. Po Zielonej takich Mercedesów kursują 3 sztuki, w 2018 roku dołączyło do nich 17 ... This video is unavailable. Watch Queue Queue. Watch Queue Queue Dotychczas tylko 25 żeglarzy pod polską banderą przepłynęło tą niebezpieczną trasę przez Arktykę kanadyjską. S/y 'Lady Dana 44' pod dowództwem kpt. Ryszarda Wojnowskiego, jest ...